Recenzja Trine 5

Recenzja gry Trine 5: A Clockwork Conspiracy. Kooperacyjna baśń po raz piąty

Pamiętam, jakby to było wczoraj, kiedy po raz pierwszy włączałem pierwszą część Trine, wtedy jeszcze na PS3. Co prawda konsola odeszła na emeryturę do szafy lata temu, ale po takim czasie nadal potrafię przywołać większość poziomów z pamięci, bo, co by nie mówić, przechodzenie gry w trybie Hardcore zostawia po sobie wyraźny ślad. Teraz, po blisko piętnastu latach, przyszło mi napisać recenzję Trine 5: A Clockwork Conspiracy.

Recenzowana gra: Trine 5: A Clockwork Conspiracy

Ogrywaliśmy na: PlayStation 5

Data premiery: 31.08.2023 r.

Platformy: PS4, PS5, XOne, Xbox Series, Switch, PC

Deweloper: Frozenbyte

Polski wydawca: PLAION Polska

Clockpunkowo-baśniowej przygody czar…

Pierwszy rzut oka na Trine 5 sprawi, że synapsy wyszukają w odmętach naszych umysłów słówko „steampunk”. Jednak nic bardziej mylnego, bowiem samej pary tutaj nie uświadczymy. Próbując zdefiniować gatunek tej opowieści, należy iść tropem podtytułu A Clockwork Conspiracy. Co prawda sam clockpunk wywodzi się ze steampunka, ale różni się znacznie budową świata. Wszelkie mechanizmy są stworzone na bazie mechanizmów zegarowych i sprężyn, co przekłada się na charakterystyczny wygląd lokacji i napotykanych postaci, które mogą kojarzyć się z pracami Leonarda Da Vinci.

Kolejny raz losy trójki znanych bohaterów splatają się ze sobą wbrew ich woli. Drobna złodziejka Zoya, praworządnie dobry rycerz Pontius i mag-nieudacznik Amadeus łączą siły, żeby powstrzymać Lady Sunshine oraz Lorda Goderica. Z pozoru ułożona księżniczka uderza w reputację herosów i próbuje zawładnąć światem, pozbywając się z niej całej magii. Za jej rządów władzę sprawować będą wyłącznie nakręcane maszyny. Po raz piąty wyruszamy na przygodę, prowadzącą nas przez kilkadziesiąt różnorodnych lokacji, rozrzuconych po całej krainie. Wsie, pałace, podwodne kompleksy. Traficie tu na cały wachlarz interesujących miejscówek.

Styl graficzny da się lubić, szczególnie kiedy na naszym ekranie pojawiają się przepiękne panoramy dolin, równin i górzystych terenów. Niestety, chociaż tła lokacji są przeważnie szczegółowe i cieszące oko, to przyglądając się postaciom i obiektom na pierwszym planie, można dostrzec sporo niedoróbek. Osobiście nie jestem fanem nowych projektów postaci i stworzeń, które – choć bije z nich baśniowa aura – wyglądają plastikowo. O wiele bardziej „leżała” mi mroczniejsza stylistyka z pierwszych dwóch odsłon. I nie zrozumcie mnie źle, Trine 5 nadal jest bardzo ładne, ale na pewno nie robi aż takiego wrażenia jak „dwójka”.

…który prysnął wraz z dialogami…

Zanim przejdziemy do samej rozgrywki, muszę wziąć na tapet pewien mankament, który zmusił mnie do zaczynania przygody od zera. Dwukrotnie. I zakładam, że zmuszałby mnie za każdym razem, gdybym się z nim nie pogodził. Przy drugim włączeniu gry dźwięk dialogów, wraz z napisami, po prostu… znika. Dosłownie. Wyreżyserowane scenki wyświetlają się normalnie, postacie gestykulują, ale są nieme, nie pada z ich ust ani jedno słowo. To samo dotyczy dialogów wewnątrz poziomów, nie usłyszymy licznych konwersacji między bohaterami, czy charakterystycznego narratora. Jedyne co przygrywa w słuchawkach to muzyka, a z uwagi na brak dialogów znacznie bardziej w uszy rzuca się fakt, że utwory ze ścieżki dźwiękowej są krótkie i bardzo szybko się zapętlają, co w połączeniu z długimi, nawet godzinnymi poziomami zaczyna na dłuższą metę irytować.

Trine 5 ogrywałem na PlayStation 5, próbowałem dojść do tego, co dokładnie spowodowało ten problem. Usuwałem pliki z grą, instalowałem ponownie, odbudowywałem bazę danych konsoli. Nic, null. Dźwięk powrócił dopiero po pozbyciu się zapisanych stanów gry. Rozpoczęcie zabawy od zera naprawiło ten problem i nie przytaczałbym go w tak rozbudowany sposób, gdyby nie fakt, że rozwiązanie nie było permanentne. Ponownie przeszedłem już wcześniej skończone poziomy, wyłączyłem konsolę, z zamiarem powrócenia do Trójcy następnego dnia. Jak można się domyślić, przy następnym odpaleniu gry ponownie przywitali mnie niemi bohaterowie.

Usunąłem zapis, zacząłem jeszcze raz od zera – głosy wróciły. Wyłączyłem PS5, włączyłem z powrotem – zniknęły po raz trzeci. Koniec końców pogodziłem się z tym błędem i drugą połowę opowieści poznałem na podstawie pantomim. Co nie zmienia faktu, że z czymś podobnym jeszcze się nie spotkałem i zabiło mi to sporo frajdy płynącej z zabawy. Kiedy pierwszy Gothic miał problem z plikami dźwiękowymi, po prostu wyrzucał mnie do pulpitu przy próbie wejścia do świątyni Śniącego, tutaj byłem zmuszony do grania w akompaniamencie zapętlonego soundtracku. Sam nie wiem które „rozwiązanie” było gorsze.

…ale to nadal top kooperacyjnych gier logicznych

Każdy, kto miał wcześniej styczność z jakąkolwiek odsłoną serii Trine, poczuje się tutaj jak w domu. Rozgrywka została praktycznie niezmieniona, ale doczekała się lekkiej ewolucji. Po średnio przyjętej „trójce”, deweloperzy z Frozenbyte najwyraźniej nie chcą ryzykować większych rewolucji. Recenzowane Trine 5 A Clockwork Conspiracy to platformówka logiczna z elementami zręcznościowymi. Dużo tutaj skakania, jeszcze więcej rozwiązywania łamigłówek, które od czasu do czasu są przerywane przez kameralne potyczki z przeciwnikami. W głównej mierze napotkamy tutaj zegarowe maszyny, ale nie zabraknie także wrogów mających tętno (m.in. szczuroludzie). Powracają też wieloetapowe potyczki z bossami, więc gracze oczekujący wartkiej akcji również znajdą coś dla siebie.

Co by nie mówić, Trine 5 to nadal przede wszystkim kooperacyjna gra logiczna. Lwią część czasu spędzimy tutaj na szukaniu rozwiązań licznych zagadek środowiskowych, szczególnie jeśli postanowimy zaprosić do zabawy inne osoby. Podczas gry w pojedynkę przygoda nie jest zbyt skomplikowana, bo i możliwości płynące z łączenia umiejętności różnych bohaterów mamy ograniczone. Zupełnie inaczej to wygląda, kiedy dołącza drugi, trzeci lub czwarty gracz. Okazuje się, że zagadki są skalowane wraz z ilością współtowarzyszy. Fragment, który solo pokonaliśmy w ułamku sekundy, może stać się sporą przeszkodą przy grze z większą ilością osób (w kooperacji lokalnej lub online). Poznając tę opowieść we dwoje, napotkaliśmy znacznie więcej „przestojów”, niż w poprzednich odsłonach Trine. Tym razem nie można, tak jak to kiedyś bywało, ominąć trudniejszej zagadki wykorzystując dublujące się umiejętności bohaterów. Przyznam się bez bicia, że czasami (ale sporadycznie!) zdarzało mi się „psuć” łamigłówki wykorzystując magiczne moce Amadeusa. Tutaj takie ułatwienia nie mają miejsca, nawet jeśli w jednym momencie na ekranie znajduje się dwóch magów, to mogą łącznie postawić tylko pojedynczy przedmiot. Przynajmniej na początku, wraz z postępem gry zyskamy szereg nowych możliwości, w tym możliwość stawiania więcej niż jednej skrzynki czy kładki.

Od czasu do czasu któryś z bohaterów odłączy się od reszty, idąc na własną rękę do lokacji, na której końcu czeka zupełnie nowa moc. Tym sposobem do dyspozycji otrzymujemy między innymi strzały odbijające się od płaskich powierzchni, czy rzut mieczem, który zostaje przytwierdzony do ściany, umożliwiając postaciom wybicie się z niego na wyższy poziom lub zaczepienie liną i przeskoczenie nad rozpadliną. Rozwój bohaterów nie jest uzależniony tylko i wyłącznie od fabularnych etapów przyznających dodatkowe umiejętności. Powracają zielone fiolki z doświadczeniem (średnio po 100 na jeden poziom), których używamy do odblokowywania nowych funkcji w drzewku umiejętności. Tym sposobem możemy wyposażyć Pontiusa w wielki młot bojowy, czy nauczyć go latać na tarczy. Nie jest to nic zmieniającego diametralnie rozgrywkę, ale niekiedy może uratować życie, szczególnie podczas walk z bossami.

Czy warto zagrać w Trine 5: A Clockwork Conspiracy?

Nie będę ukrywał, że i tym razem Frozenbyte przygotowało po prostu bezpieczną kontynuację. Jeśli po Trine 4 nadal Wam mało kooperacyjnych wrażeń, „piątce” też warto dać szansę. Łamigłówki pokazują pazur dopiero przy zabawie z innymi graczami, w trybie jednoosobowym będzie stosunkowo łatwo, a zmiana poziomu trudności dotyczy jedynie potyczek ze wszelkiej maści baśniowymi stworami. Znane postacie, znane motywy i chociaż styl graficzny odbiega już znacznie od pierwszych dwóch – najlepszych – odsłon, to nadal stara, dobra „Trójca”. Dlatego wielka szkoda, że nie udało się wyeliminować błędów, szczególnie tak inwazyjnych, jak zanikanie dźwięków i wszystkich dialogów. Po cichu liczę, że w dzień premiery pojawi się łatka, która naprawi ten problem, wtedy spokojnie mógłbym zwiększyć finalną ocenę o jedno oczko.


Ocena: 6/10

Więcej tego samego, fani Trine i kooperacyjnych przygód będą zadowoleni. Szkoda, że problemy techniczne skutecznie potrafią odebrać radość z zabawy.


Co mi się podobało:

  • Długa i zróżnicowana kampania (jeden poziom potrafi zająć ponad godzinę)
  • Szereg nowych umiejętności dla każdego z bohaterów
  • Nieoczywiste łamigłówki, niekiedy trzeba się sporo nagłowić, żeby dojść do rozwiązania
  • Poziom skomplikowania zagadek skaluje się pod ilość graczy
  • To po prostu kolejna dobra „Trójca”, ze wszystkimi wadami i zaletami tej serii

Co nie przypadło mi do gustu:

  • Problemy techniczne, przez które znikały wszystkie linie dialogowe (wraz z napisami)
  • Nierówna oprawa graficzna, choć niektóre miejscówki są prześliczne
  • Monotonna ścieżka dźwiękowa
  • Mimo wszystko Trine 5 jest odtwórcze względem poprzednich odsłon

Gdzie kupić Trine 5: A Clockwork Conspiracy najtaniej?

Łowcy, recenzowane Trine 5: A Clockwork Conspiracy otrzymacie najtaniej w polskich sklepach oficjalnej dystrybucji:

Steam: Trine 5: A Clockwork Conspiracy PC – 103,20 zł
Media Expert: Trine 5: A Clockwork Conspiracy PS4 / PS5 – 119 zł
Media Expert: Trine 5: A Clockwork Conspiracy XOne / XSX – 124,99 zł
– Media Markt: Trine 5: A Clockwork Conspiracy Switch – 129,99 zł

Kopię Trine 5: A Clockwork Conspiracy dostarczył PLAION Polska. Dystrybutor nie miał wpływu na treść recenzji oraz ocenę gry.

Niektóre odnośniki w naszych artykułach to linki afiliacyjne. Klikając na nie, nie ponosisz żadnych kosztów, a jednocześnie wspierasz pracę Redakcji.