W co graliście i polecacie/odradzacie?

Wszystko co dotyczy gier komputerowych

Moderator: Redaktorzy

Re: W co graliście i polecacie/odradzacie?

Postprzez kmpt » 5 maja 2019, o 12:09

Ash of Gods: Redemption
+ Wybory mają duże znaczenie dla przebiegu rozgrywki
+ Historia jest całkiem przyzwoita (choć nie tak dobra jak w Banner Sadze)
+ Główni bohaterowie są dość intrygujący
+ Satysfakcjonująca walka w turach
+ Niezła oprawa audiowizualna
+ Ma potencjał na kilkukrotne przechodzenie
- Totalna zrzynka z Banner Sagi
- Mocno chaotyczny początek
- Balans troszkę kuleje (niektóre postacie i karty są op)
- Brak klimatu
- Permadeath wszystkich postaci (w tym również tych istotnych dla fabuły)
- Zdarzają się bugi, niedopowiedzenia w fabule i drobne problemy techniczne

Ocena: 7/10

Ash of Gods to całkiem ciekawa gra inspirowana (choć tak po prawdzie wypadałoby użyć bardziej dosadnego określenia :E ) serią Banner Saga. Wątek główny skupia się na walce o przetrwanie podczas krwawych żniw. Historia obfituje w wiele różnorakich wyborów, które mają realny wpływ na rozgrywkę. Już na samym początku wybierając niewłaściwe kwestie dialogowe można doprowadzić do śmierci trzech postaci (przez to dwa razy zaczynałem rozgrywkę od nową :E ). Na późniejszych etapach rozgrywki jest równie dobrze, niemal cały czas trzeba z uwagą podejmować decyzje, bo za chwilę może się okazać, że przypadkiem uśmierciliśmy ulubioną postać. W przeciwieństwie do Banner Sagi nie działa sztuczka z podmianą save'a, więc trzeba być ostrożnym. Walka odbywa się w turach i mocno przypomina (znowu eufemizm :E ) to co widzieliśmy w Banner Sadze. Nowością są karty, którymi można się wspomagać. Pomysł niby trafiony, ale niedopracowany. Jeśli mamy odpowiednią kartę (zamiana wartości zdrowia i energii) walka finałowa przypomina przechadzkę po parku. Oprócz wspomnianego braku balansu gra ma również parę innych wad. Początek jest mocno chaotyczny, przez pierwsze trzy rozdziały jesteśmy bombardowani taką ilością informacji, że naprawdę ciężko się połapać o co chodzi i kim właściwie są postacie, którymi gramy. Przez całą rozgrywkę przeszkadzał mi również brak klimatu... Ash of Gods nie ma startu do zimowego uroku Banner Sagi. Gra jest również trochę niedopracowana pod względem technicznym - zdarzają się samoczynne pominięcia dialogów, nakładanie się pasków zdrowia/energii przez co nie widać czy nasz cios będzie śmiertelny, niedopowiedzenia fabularne (w pewnym momencie z drużyny bez słowa komentarza zniknęły dwie drugoplanowe postacie i nikogo to nie zdziwiło). Mimo to gra jest całkiem solidna i dobrze się przy niej bawiłem.
Może kiedyś zagram ponownie co by uratować wszystkie trzy postacie z początku rozgrywki, bo nie daje mi to spokoju :trollface: Jeśli masz za sobą serię Banner Saga i masz ochotę na więcej to śmiało możesz pograć w Ash of Gods, w innym wypadku daruj sobie AoG i zacznij od BS :)

PS. Polecam grać po angielsku, bo spolszczenie jest jakieś takie kulawe...
  • 0

Nothing kills me. I'm immune to 179 different types of poison. I know because I ingested them all at once when I was deep undercover in an underground poison-ingesting crime ring.
Rick Ford
kmpt
Avatar użytkownika
Wiedźmin
 
Posty: 2112
Dołączył(a): 3 gru 2012
Medale: 2
500 (1) 1000 (1)
Reputacja: 25
Płeć: Mężczyzna

Re: W co graliście i polecacie/odradzacie?

Postprzez Modest » 25 maja 2019, o 11:19

Obrazek
PlayStation Move Heroes


Przyznam wam, że swego czasu byłem naprawdę dużym entuzjastą kontrolerów ruchowych. O ile na Wii czy Movie nie dane mi było zbyt wiele sobie pograć (w sumie, to na tej pierwszej nie odpaliłem ani jednego tytułu..), o tyle Kinect (w wersji na Xboxa 360) był przeze mnie eksplatowany w naprawdę dużym stopniu. Jakieś dwa tysiące godzin spędziłem w samych dwóch odsłonach Kinect Sports, a do tego dorobku należy doliczyć kolejne setki godzin rozegrane w Dance Central, Nike + Kinect Training i wielu innych grach.

Choć omawiany w tej recezji tytuł posiadałem od ponad dwóch lat, to nie miałem na jego temat jakiejkolwiek wiedzy – ot, wylicytowałem go sobie kiedyś na Allegro i pozwoliłem mu kurzyć się na półce. Świadomy, że jego recenzje prawdopodobnie nie będą specjalnie optymistyczne, ale i chętny wyrobienia sobie o dziele studia Nihilistic (twórców m.in Vampire: The Masquerade – Redemption czy niesławnego Call of Duty na PS Vitę) obiektywnego zdania, postanowiłem sprawdzić przed jego ograniem jedynie średni czas poświęcany przez użytkowników portalu Howlongtobeat na ukończenie jego głównego wątku. Choć wynosił on zaledwie sześć godzin, to należało do niego podejść ze sporą rezerwą – w końcu inne gry ruchowe również nie mogły się pochwalić w tej kategorii wysoką średnią, lecz mi (jak wcześniej już wspomniałem) wystarczały na setki czy nawet tysiące godzin.

***

Gry ruchowe mają to do siebie, że wcale nie muszą być nad wyraz rozbudowane czy dopracowane (i najczęściej nie są, nawet te uznawane za najlepsze) – wystarczy, by miały "to coś". Można to wytłumaczyć na przykładzie gier sportowych (choć podobnych analogii znalazłbym dużo więcej): Kinect Sports dostarcza graczowi mnóstwo radości, zaś takie Motionsports i jemu pochodne – niewiele lub praktycznie wcale. Jak możecie się spodziewać, "tego czegoś" zabrakło również w PlayStation Move Heroes, które okazało się być zbiorem nieco rozbudowanych minigierek, za to z udziałem sześciu grywalnych, znanych i lubianych (a przynajmniej w teorii) postaci z takich uniwersów, jak Ratchet & Clank, Jak & Daxter czy Sly Cooper.

Zanim powoli przechodził będę do meritum sprawy, muszę rozpocząć od kwestii technicznych, ponieważ sporą wadę "Herosów" każdy gracz dostrzeże już na etapie kalibracji kontrolerów. Tych bowiem potrzebujemy aż dwóch – poza standardową "różdżką", również i Navigation Controllera, którym będziemy sterować ruchem naszej postaci. Problem w tym, że tego drugiego większość użytkownikó PS Move'a zapewne nie posiada – nie ma co się dziwić, bo jego zakup nie wydaje się rentowny nawet dzisiaj, a co dopiero w czasie sklepowej premiery (sam nie potrafiłbym wymienić choćby pięciu gier, w których mógłby mi się on przydać)... Graczowi pozostaje więc korzystanie w jego zastępstwie ze standardowego pada, który nieszczególnie nadaje się do trzymania go w jednej dłoni. O ile dorosły mimo wszystko nie powinien mieć z tym większych problemów, o tyle dla odbiorcy docelowego, czyli dziecka z niewielkimi rączkami, może stanowić to spory kłopot, który wręcz uniemożliwi zabawę.

Jak to zwykle bywa w nie do końca udanych produkcjach, pojęcie "zabawa" bywa jednak dyskusyjne. Zanim ta na dobre się rozpocznie, graczowi dane jest obejrzeć intro, które wprowadza gracza w lisiuteńką fabułę, mającą w jakikolwiek sposób uzasadnić poszczególne etapy gry i połączyć je klamrą. Dość powiedzieć, że cutscenki (których jest zaledwie pięć i łącznie trwają góra z 15 minut) są jedynymi fabularnymi elementami tego tytułu.

Po zakończeniu pierwszego filmiku lądujemy w menu, z którego mamy dostęp do odblokowanych przez nas (oczywiście wraz z postępami) poziomów. Tym, jak już wcześniej wspomniałem, bliżej jest do minigierek niż etapów pełnoprawnej, rozbudowanej gry. Niemal wszystkie z nich są swego rodzaju adaptacją trybów znanych z gier AAA. O nich jednak później, bo twórcy nie zadbali o pierwsze wrażenie i jako pierwszą konkurencję zaserwowali mi tę najgorszą - mowa tu o rzucaniu frisbee czy tam innym dysko-shurikenem. Generalnie chodzi w niej o to, by wprawionym w lot dyskiem trafiać w porozmieszczane na mapie klatki i w ten sposób wypuszczać z nich niejakie Łible (malutcy, zieloni kosmici, należący do strzępów fabuły). Problem w tej konkurencji stanowi tu brak jakiejkolwiek satysfakcji z gry, nieprzystosowanie map do rodzaju misji i nierozważne miejsca pochowanych klatek - często nie ma możliwości, by po trafieniu w klatkę od razu nie trafić dyskiem w ścianę, lecz go "wykręcić" i grać nim dalej (jak widać, Dark Sector to to nie jest), co przy limitowanej liczbie swojego "oręża" budzi jedyne emocje związane z takimi misjami - frustrację. Czy wspomniałem już o tragicznym sterowaniu, przez które lot naszego dysku może się szybciej skończyć, niż zacząć?

Pozostałe konkurencje na szczęście są trochę lepsze, choć "lepsze konkurencje" wcale nie oznacza "dobrych konkurencji. Po wariacji na temat gry w frisbee mamy podobnie zrealizowane misje z bowlingową kulą, którą nie zbijamy oczywiście kręgli, lecz kryształy, mając na celu zebrać w ten sposób odpowiednią ich ilość. Twórcy w czasie takich misji potrafią nawet wykrztusić z gracza choć krztynę emocji dzięki króciutkim limitom czasowym, pojawiąjącym się pod sam koniec każdej rundy. Nagrodą za zmieszczenie się w nim jest punktowa premia - niestety nic nie warta, bo twórcy niepotrzebnie wyolbrzymili końcowe wyniki do wielokrotności miliona, czym zatracili potencjalną możliwość i chęci do np. rywalizacji pomiędzy domownikami. Wracając jednak do kręglowej konkurencji - nie jest to zabawa na dziesiątki godzin, ale jakieś resztki przyjemności płynącej z rozgrywki potrafi u gracza wywołać, przez co misje te zazwyczaj można ograć bez zgrzytania zębami.

Ostatnia konkurencja, która nie jest kalką ze znanych każdemu graczowi trybów rozgrywki (pewne nawiązania mogą w nim rozpoznać jedynie fani RTS-ów), to zbieranie porozsiewanych po mapie, wyżej już wspomnianych Łibli i odnoszenie ich do bazy, czyli Łibel-mamy. Pozostałe rodzaje misji to zaś odmiana hordy, w której odpieramy kolejne fale wrogów, oraz wariacja na temat tower-defense - bronimy przed atakami wrogów porozmieszczane na mapie kapsuły. Poziom emocji związany z trzema wymienionymi konkurencjami zależny jest od oręża, który został przez twórców przydzielony do danego etapu. Najlepiej spośród nich wypada strzelba czy też inny blaster (cechy broni, takie jak szybkostrzelność czy zadawane przez nią obrażenia są różne dla każdego z bohaterów), zdecydowanie gorzej zaś - broń biała i bicz (tu jedyną różnicą jest niestety wygląd). Mechanice tych ostatnich brakuje jakiejkolwiek finezji, dlatego walka nimi sprowadza się do machania kontrolerem na oślep, a raz na ruski rok - ewentualnego bloku czy "strzału" z bicza.

Jak widać, rodzajów misji jest zaledwie pięć, a ich jedynymi urozmaiceniami jest rodzaj mapy, oręża czy wybrany bohater (którzy zostali podzieleni "gabarytowo" - dla każdej misji przyporządkowani są mniejsi lub ci więksi). Każda z grywalnych postaci otrzymała również swoją specjalną umiejętność, co jest najpoważniejszym elementem zróżnicowania tytułu. W dodatku całkiem udanym - większość z nich jest ciekawa (spowolnienie czasu przez Sly'a, Mroczny Jak, dzięki której bohater zamienia się w diabła tasmańskiego czy też hackowanie przeciwników Bentleya, przez co walczą oni między sobą) czy nawet zabawna (choćby Groviton Ratcheta, który sprawia, że przeciwnicy przestają z nami walczyć i tańczą w rytm muzyki).

Należy również wspomnieć o power-up'ach porozmieszczanych na mapach (takich jak zwiększenie życia czy ilości czasu) oraz trzystopniowej możliwości zaliczenia każdego etapu - poziom trudności jest jednak tak wyważony, że dla w miarę sprawnego gracza zdobycie złota będzie bardzo łatwe (przynajmniej w większości poziomów, bo część z nich sprawia dużo większe problemy, przede wszystkim te z dyskami), zaś z zaliczeniem misji na brąz powinno sobie poradzić nawet najmłodsze dziecko.

***

Przerywniki filmowe mogą się pochwalić całkiem ładną grafiką, czego nie do końca można powiedzieć o oprawie wizualnej w czasie zasadniczej gry. Ta nie wzbija się ponad przeciętność i ciężko mi stwierdzić, czy jej średnia jakość to kwestia ograniczonej mocy przerobowej PS3, czy jednak niekompetencji tworców (tym bardziej, że nie miałem praktycznie żadnej styczności choćby z grami z serii Ratchet i Clank). Inna sprawa, że na taki sobie wygląd postaci (z czego modele przeciwników wydają się nawet bardziej dopracowane, niż te głównych bohaterów) czy dostępnych w grze lokacji (tych jest jakieś piętnaście z czterech różnych światów – praktycznie wszystkie pochodzą ze wspomnianych w tej recenzji wieloktronie uniwersów gier Sony, lecz nie czerpią z nich ani odrobiny klimatu) nie zwraca się podczas zasadniczego grania praktycznie żadnej uwagi.

Skoro już jesteśmy przy temacie oprawy audiowizualnej, należy odnotować spory plus omowianego tytułu, czyli jego pełną polską lokalizację. Inną sprawę stanowi jej nierówny poziom – przykładowo, odzwyki jednych przeciwników są nad wyraz udane i wielokrotnie wywoływały u mnie szczery uśmiech, wywody innych zaś możnaby podciągnąć nawet pod inwektywy, które odbierały mi resztki dobrego humoru płynącego z rozrywki. Na osobną uwagę zasługuje też żenujący (raczej niezamierzenie) komentator, który towarzyszy nam podczas każdego poziomu. Jego wypowiedzi są pretensjonalne i irytujące, a mała część z nich – wręcz niepokojąca. Wspomnieć należy również, że choć głównym bohaterom wypowiedzi w czasie zasadniczej gry raczej nie brakuje, to odzwyją się również w menu gry i dysponują w nim tylko jedną krótką kwestią.


***

Podsumowując - PlayStation Move Heroes nie można nazwać udanym tytułem. Jasne, da się mu poświęcić te sześć godzin potrzebne na ukończenie głównego wątku i bez większych bólów w niego pograć, lecz nie ma się z tego żadnego pożytku - ani pod względem fabularnym, ani pod względem braku większej przyjemności płynącej z rozgrywki. Jeśli ktoś dopiero zaczyna przygodę z kontrolerami ruchowymi, to z omawianą przeze mnie produkcją nie powinien wiązać większej nadziei - nawet nie z powodu słabej jakości tytułu, lecz braku potencjału na wspólne granie (kooperacja nie jest tu odpowiednio rozbudowana) i przynajmniej dziesiątki (nawet nie setki) godzin do nacieszenia się grą. Dość powiedzieć, że po ukończeniu dzieła Nihilistic i dłuższej przerwy od niego odpaliłem go sobie raz na jakieś półtorej godziny. Tak mała ilość czasu wystarczyła mi na przypomnienie sobie aż nadto całej zawartości gry - tytuł nie miał mi po prostu niczego więcej do zaoferowania.
  • 0

Modest
Avatar użytkownika
Zbanowany
 
Posty: 24
Dołączył(a): 21 lut 2019
Reputacja: -50
Płeć: Mężczyzna

Re: W co graliście i polecacie/odradzacie?

Postprzez snk » 26 maja 2019, o 19:35

Z cyklu – nie mam czasu grać w Sekiro na nowo kupionej konsoli… więc znajdę czas na granie w indyki na laptopie!
A tak na poważnie – ostatnio byłem często w domu rodzinnym, czy innych rozjazdach, więc wziąłem na tapet mniejsze, krótsze gry, które czekają na swoją kolej już od dłuższego czasu. A pierwszą z nich było…

DarkMaus
Gra od fana Dark Soulsów, do fanów Dark Soulsów. Podstawy są proste i znajome – zręcznościowa walka z lockowaniem na przeciwnikach, pasek wytrzymałości zmniejszany przez lekkie i mocne ciosy, otwieranie skrótów w świecie gry, checkpointy i odnawianie życia przy ogniskach, konieczność odzyskiwania tutejszego odpowiednika expa po śmierci. Nawet są najazdy na nasz świat! Co prawda jesteśmy atakowani tylko przez sztuczną inteligencję, ale walki są wymagające, a kary spore (zmniejszony pasek życia przy kilku następnych wskrzeszeniach), ale równie duże są nagrody w postaci doświadczenia. Jest jednak kilka różnic między serią od From Software a tym indyczkiem. Po pierwsze – przedmioty leczące w mysim świecie są rzadkością i nie odnawiają się po skorzystaniu z ogniska. Tutaj trzeba przejść od jednego punktu zapisu do drugiego na jednym pasku życia, a z odpowiedników Estusów korzystać tylko w sytuacjach krytycznych, jak np. końcówka walki z bossem. Do tego inaczej rozwiązana została sprawa pomocy ze strony innych postaci. Zamiast klasycznego (chyba można już używać tego słowa w kontekście elementów kojarzących się z Soulsami?) przywoływania innych graczy lub NPC na czas walki z bossami, tutaj podczas eksploracji towarzyszy nam coś na kształt duchów, pojawiających po śmierci naszego gryzonia. Ich ilość zależy od liczby odpowiednich amuletów znalezionych podczas gry, a to, czy będą ślepo odtwarzać nasze ruchy sprzed ostatniego zgonu, czy też zachowywać się jak nasza obstawa – od wykupionych przez nas umiejętności, które są kolejnym odstępstwem od serii z Japonii. Tutaj co określoną ilość wbitych poziomów i za każdego ubitego bossa dostajemy punkt, który możemy wydać na wykupienie dodatkowych ruchów dla naszego bohatera, jak np. szarża na przeciwnika. Dwiema ostatnimi znaczącymi różnicami jest perspektywa – zamiast gry trzecioosobowej, mamy taką, w której akcję obserwujemy z lotu ptaka – i długość – ledwie 6-7 godzin. Ogólnie jest to całkiem udana pozycja, po którą można sięgnąć, gdy ma się jeszcze głód po ograniu któregoś z dużych soulslike’ów. Można też w takim przypadku sięgnąć po coś z innego gatunku, spokojniejszego, czegoś co zmusza do łamania nie pada, a raczej głowy. Swój wzrok można skierować na przykład w kierunku…

Q.U.B.E. 2
Czyli kontynuacji gry zręcznościowo-logicznej, która zaczęła jako projekt grupki studentów, co niestety było widać w samej rozgrywce. Nie zawsze intuicyjnie zaprojektowane łamigłówki, zbyt duży nacisk na elementy zręcznościowe, z czym nie współgrało mało precyzyjne sterowanie, do tego długość – raptem 2-3 godziny, które zostawiały gracza ze sporym niedosytem i wrażeniem, że z zawartych w tytule mechanik dało się wycisnąć więcej. Znaczy, nie zrozumcie mnie źle, to była niezła gra, ale widać było, że została stworzona przez niedoświadczony zespół. I jak miło było odpalić drugą część i zobaczyć jak dużo twórcy się nauczyli! Na tych samych fundamentach stworzyli zdecydowanie lepszą produkcję. Więcej mechanik, więcej zagadek, większa ich przejrzystość. A wszystko kręci się tutaj wokół tytułowych sześcianów. Tworzymy sześciany, odbijamy (się lub coś) od sześcianów, wysuwamy sześciany, tworząc półki, które pomagają nam się dostać w miejsca, które w inny sposób są niedostępne, a jako dodatek mamy toczące się kule, smar dodający poślizg obiektom w świecie gry, i ogień zapalający obiekty oblepione tymże smarem. Jak tak teraz wypisuje elementy składające się na zagadki, okazuje się, że nie ma ich za dużo, a mimo to do samego finału ani razu nie znudziłem się podczas zabawy, ale twórcy tak zręcznie mieszają wszystkie mechaniki, że ciężko odczuć znużenie. Do tego produkcja Toxic Games działała na moim 7-letnim lapku w 30 FPS, co teoretycznie przy dość skromnej grafice nie powinno dziwić, ale jednak wiele studiów developerskich nie robi sobie nic z optymalizacji swojego kodu, a tutaj małe studio pokazuje, że się da. Szacun! Jak dla mnie TOP 3 trójwymiarowych gier logicznych obok Portala i The Talos Principle. Trochę inaczej sprawa by się miała, gdybym miał brać pod uwagę gry logiczne w ogóle. Tutaj pewnie miejsce Q.U.B.E. 2 zająłby…

The Bridge
Czyli perełka, o której rzadko się słyszy. Ja dowiedziałem się o niej jakoś w zeszłym roku i została mi zaprezentowana jako jedna z lepszych niezależnych gier logicznych, gdzieś obok Braida i The Misadventures of P.B. Winterbottom. I wiecie co? Moim zdaniem The Bridge jest lepszy od obu! Braid miał świetny pomysł na siebie, piękną grafikę, no i przecierał drobiowe szlaki, ale kulał w tym samym elemencie, co wspomniany chwilę wcześniej Q.U.B.E. 2 – niezbyt dokładne sterowanie, przez co często znałem dokładnie rozwiązanie konkretnej łamigłówki, ale, przez walkę z padem, nie byłem w stanie wcielić go w życie. Z tym samym problem miała zresztą historia o panie Zimowym Tyłku. Inaczej było z The Bridge – tutaj i łamigłówki, i sterowanie wykonane zostały niemalże idealnie (tak naprawdę był tylko jeden poziom, w którym musiałem wspomóc się wujkiem Google, bo nie byłem pewnie, czego twórcy ode mnie oczekują). Ale właśnie – nie wspomniałem na czym polegają tutaj zagadki. Wszystkie opierają się tutaj na grawitacji, z wykorzystaniem której musimy trafić do drzwi, które zaprowadzą nas do następnego etapu. Za pomocą triggerów można obracać do woli całą planszą, dzięki czemu nasz główny bohater może poruszać się po ścianach, czy suficie. A potem wykorzystujemy ją, żeby dostać się do klucza, który otworzy nam wcześniej wspomniane drzwi. A potem podczas wykonywania tych czynności musimy unikać kul, które też są podatne na działanie sił grawitacji. A potem dochodzą obszary, na które nasze zabawy grawitacją nie oddziałują. A potem dochodzi ‘klon’ głównego bohatera, który porusza się w tym samym momencie co on. I dostaje on swoje klucze i drzwi, z którymi musi wchodzić w interakcję równocześnie z protagonistą. A potem dochodzą kule, które mogą skrzywdzić tylko odpowiadające im postacie. I kule, które krzywdzą wszystkich jednakowo. I drzwi, które przenoszą do czegoś w rodzaju alternatywnych wymiarów. I do tego pewnie jeszcze kilka mechanik, o których zapomniałem dlatego, że taka ich obfitość. I to wszystko pojawią się w ciągu 4 światów, które składają się na dwugodzinną kampanię, który pozostawia spory niedosyt… Ale odblokowuje ona trudniejsze wersje podstawowych poziomów, które wyciskają wszystko z elementów zaprezentowanych przez twórców. I do tego w finale dają coś na kształt prawdziwego zakończenia fabuły, która jest opowiedziana podobnie jak w Braidzie, głównie za pomocą ksiąg pojawiających się między poszczególnymi poziomami, i tak samo jak w Braidzie jest mocno otwarta na interpretację. Polecam tytuł z całego serca, zwłaszcza że na steamowych wyprzedażach kosztuje jakieś 5-6 zł.
  • 0

snk
Avatar użytkownika
Łowca
 
Posty: 13
Dołączył(a): 2 lip 2016
Reputacja: 0
Płeć: Mężczyzna

Re: W co graliście i polecacie/odradzacie?

Postprzez EdmundBA » 30 maja 2019, o 13:22

Cold Zero - Ostatni Sprawiedliwy
Obrazek

Niestety nie miałem okazji kupić polskiej wersji na płycie, mimo że zbierałem gry z czasopism namiętnie.
Grę kupiłem w angielskiej wersji 1.02 dostępnej na GamersGate.

Zaskoczyły mnie trzy rzeczy.
Po pierwsze gra odpala się bez problemów na nowych Windowsach, co jest dość szokujące zważywszy na jej wiek i to, że przeważająca większość gier z tamtej dekady wymaga niejednokrotnie kombinowania, ustawiania, grzebania czy łatania by gra ruszyła.
Przemilczę też to że tryby kompatybilności we Właściwościach plików .exe nie pomogły mi wtedy ani razu :gwizdany:

Drugim momentem zaskoczenia było to, że robiło je polskie studio, nie wiem czemu ale sądziłem że to niemiecka gra... Trzecim i ostatnim zaskoczeniem było to, że nadal istnieją i zrobili jakąś grę ostatnio (2015 i/lub 2018, w zależności od źródła) po wielu, wielu latach przerwy.

Gra jest określana jako trudna, jednak taktyka wabienia przeciwników hałasem i kasowanie ich z SMG/karabinu działa bezbłędnie. Tutaj jednak pojawia się bolączka silnika - przeciwnicy precyzyjnie (aż do przesady) znają nasze pole ostrzału, biegną w naszym kierunku, przecinają krawędź budynku i bez obracania* się potrafią odstrzelić nas nawet, jeśli będziemy wcelowani w nich.
Bywają też momenty gdzie potrafią strzelać przez ściany czy krawędzie ścian (albo siatkę czy ogrodzenie) gdy my nie mamy takiej możliwości.

W grze są elementy magii. Miałem okazję przejść pod nosem snajpera na wzgórzu, skasować go i dopiero potem zauważyłem, że nie ma nigdzie wejścia na jego pozycję. Potem kliknąłem Ctrl+LMB na nim (w grze służy do przenoszenia ciał) i voila - jego truchło ląduje w moich rękach parę metrów niżej :shock:

*przeciwnicy, w przeciwieństwie do nas, nie używają animacji obracania się gdy nas atakują, potrafi to nas

Mimo to gra mi się podobała (uwielbiam takie taktyczno-akcyjne gry z widokiem z góry), wyzwanie było niezłe jeśli się używało głowy, choć poziom taktyczno-strategiczny a'la Jagged Alliance 2 to to nie jest.
A i jak ktoś nie boi się trochę oszukiwać to można wynosić rzeczy ze strzelnicy. Płacisz $50, sprawdzasz jakie akcesoria pasują (bez tłumika i większego magazynka nie ma co ruszać), otwierasz drzwi i wychodzisz, jednocześnie klikając na przedmiot w ekwipunku, pracownik nie zabiera nam wtedy gnata. :twisted:

Nasze zadania - przynieś, zanieś, pozamiataj. Czasami trafi się coś trochę oryginalnego ale konstrukcja misji nie pozwala na więcej. Cieszyło mnie to że nie było misji na czas, misji z obligatoryjnym skradaniem gdzie alarm=game over a misje eskortowe można było zrobić po wyczyszczeniu mapy. Swoją drogą była zabawna sytuacja w mieście gdzie gangi zrobiły rozróbę - uratowałem część zakładników, ci weszli do auta i odjechali. Misja się zacięła. Ups.

+masa broni
+nagradzana eksploracja
-trudna czasem w nie ten sposób co trzeba
-granie bez wszczynania alarmu niemal niemożliwe
-silnik ma problemy z kolizjami, szczególnie dokuczliwe w gorących momentach wymagających precyzji
  • 0

Obrazek
EdmundBA
Avatar użytkownika
Hitman
 
Posty: 848
Dołączył(a): 20 wrz 2013
Medale: 1
500 (1)
Reputacja: 10
Płeć: Mężczyzna

Re: W co graliście i polecacie/odradzacie?

Postprzez aRo » 4 cze 2019, o 10:49

Obrazek
Gra z gatunku tych, których raczej nie powinno się ruszać solo. Nastawiona na fizykę rozgrywka, w której kontrolowanie postaci może być większym wyzwaniem niż faktyczne zagadki. Ktoś mógłby napisać, że lepiej się to ogląda niż gra.

Za to w co-opie sprawa wygląda inaczej. Dziwne sytuacje zaczynają bawić, a nie irytować. No i więcej ludzi to więcej pomysłów na grę. A poziomy, których jest 10, dzięki tej fizyce da się często przejść na wiele sposobów. I w szukaniu metod jest cała zabawa. Bo o fabule nie ma mowy, plansze są ze sobą połączone wg kolejności ich powstawania, innej historii nie ma. Rozwiązywanie łamigłówek typu "jak przejść dalej" i nic ponadto. Wystarczą na jakieś 6 godzin, dłużej jeśli spróbujemy zdobyć wszystkie osiągnięcia. A potem można zajrzeć do warsztatu Steamowego, gdzie jest sporo nowych etapów do pobrania. Więc jeśli gra się spodoba, powinna wystarczyć na długo.

Obrazek
Kolejny HOG Artifexu. Albo je lubisz, albo nie. Gameplay się nie zmienia. Tu mogę dodać, że klimat (steampunk) i historia podeszły mi bardziej niż w poprzednich grach studia. Fajna otoczka, niezbyt trudne zagadki - przyjemne parę godzin. Z rzeczy innych niż w większości HOGów - dodatkowe robaczki do znalezienia na planszach, miły dodatek. Błędy? Widziałem drobne literówki w notatniku, ale to tyle. Nic utrudniającego zagadki, a zdarzały im się takie niespodzianki. Polecam!

Obrazek
Kolejny HOG Artifexu. Krótszy niż zwykle, niezbyt ciekawy fabularnie. Miałem też wrażenie, że zbyt często muszę przechodzić po kilka plansz wte i wewte, co sztucznie przedłużało i tak krótką grę. Brakuje też dodatkowej historii, jakie zwykle twórcy dodawali po zakończeniu. Miałem też problem ze znalezieniem jednego przedmiotu (podpowiem, że chodzi o "pierścień", którego bym chyba pierścieniem nie nazwał). Ale zagadki są na standardowym poziomie - jeśli lubicie HOGi, to warto, tym bardziej że gra często ląduje w bundlach za grosze.

Obrazek
Kolejny HOG Artifexu. Kontynuacja, choć znajomość poprzedniczki nie jest wymagana. Te historie i tak są dodane tylko po to, by jakoś połączyć ze sobą te wszystkie zagadki, a przynajmniej takie mam wrażenie... Choć w tym wypadku nie jest najgorzej, da się to śledzić bez zgrzytania zębami, a fragment z łączeniem dowodów to fajny bonus. Łamigłówki są standardowo na niezłym poziomie, błędów nie ma lub nie zwróciłem na żaden uwagi. Przeszkadzał mi tylko jeden fragment (nie przesuniesz skrzyni, bo w środku jest 6 książek - aż tak ją obciążały?), ale może to moje czepialstwo. Jak zwykle: jak lubiliście poprzednie ich gry, to tę też mogę polecić.

Obrazek
Trzecia gra z serii, zgodnie z nazwą dzieje się pomiędzy dwoma poprzednimi. Nie łączy ich ze sobą, choć pojawiają się w niej postacie z jedynki, więc coś do historii wnosi. Przede wszystkim: poznajemy losy Jacka z dwójki, można powiedzieć: genezę potwora. A kontrolujemy nowe postaci... choć nie tylko. Bo można grać Claptrapem, co może być główną atrakcją lub głównym minusem, bo to taki nieprzewidywalny support. Niezależnie od skutków posiadania go w ekipie, ciekawy. A najlepszy ogółem jest klon Jacka z DLC, polecam.

Problem w tym, że to najsłabsza odsłona, jeśli chodzi o gameplay. Kosmos wprowadza niepotrzebne spowolnienie akcji i pilnowanie ilości tlenu (no, poza Clapem), dając w zamian... dłuższe skoki z użyciem tego tlenu. Mimo to i tak często trzeba używać znajdowanych skoczni, by się gdzieś dostać. Słaba wymiana. Przez to wszystko gra z początku wydaje się wyjątkowo nudna. Z czasem da się przyzwyczaić i nie jest tragicznie. Sam podchodziłem do gry dwukrotnie, za pierwszym razem porzucając produkcję po paru godzinach. Teraz mogę potwierdzić, że czym bliżej końca, tym lepiej. Pojawiają się też najlepsze side questy, nawiązujące m.in. do Gwiezdnych Wojen, czy... Łowcy Krokodyli. Tak.

Ogółem: warto spróbować, np. jako wprawkę przed nadchodzącą trójką, jednak powtórzenie "dwójki" może być lepszym wyborem.

Obrazek
Miał być wielki powrót platformerów w stylu Banjo-Kazooie. Był hype. Była zbiórka pieniędzy. Zrzuciło się baaaaardzo dużo osób (nie czekajcie do końca napisów, nie warto). Zebrano mnóstwo pieniędzy. I tu się pojawia pytanie: na co to wszystko poszło? Bo, niestety, jest biednie. I nie chodzi tylko o fabułę, którą oleję, bo nie ma o czym pisać. To i tak nie jest coś, co dyskwalifikuje zręcznościówki.

Moje wrażenia:

Hub jest wielki. Nie ma tu zbyt wiele do roboty, więc to trochę dziwne.

Pierwszy poziom: trawiasty/starożytny. Możemy szukać piórek, stron (do odblokowywania etapów) i różnych innych znajdziek - trochę tego jest. Mamy też NPCów, dla których robimy misje, np. Kartos zabierający nas na przejażdżkę wagonikiem, Dr. Puzz dająca możliwość przemiany, czy Rextro, u którego możemy pograć w minigierkę. Jest też wąż, u którego kupujemy nowe ruchy. Podczas podróży spotykamy przeciwników, których równie dobrze mogłoby w większości nie być, bo się niczym nie wyróżniają, tylko wypełniają puste obszary. Jak już zbierzemy co się dało, można powiększyć świat w zamian za kilka znalezionych stron, by odblokować nowe części mapy, w tym bossa, który nie jest zbyt trudny do pokonania, choć długość walki może irytować.

Wielkość huba zaczyna wydawać się zbędna. Niby poukrywano tu parę stron, ale to wiele nie daje.

Drugi poziom: lodowy. Możemy szukać piórek, stron (do odblokowywania etapów) i różnych innych znajdziek - trochę tego jest. Mamy też NPCów, dla których robimy misje, np. Kartos zabierający nas na przejażdżkę wagonikiem, Dr. Puzz dająca możliwość przemiany, czy Rextro, u którego możemy pograć w minigierkę. Jest też wąż, u którego kupujemy nowe ruchy. Podczas podróży spotykamy przeciwników, których równie dobrze mogłoby w większości nie być, bo się niczym nie wyróżniają, tylko wypełniają puste obszary. Jak już zbierzemy co się dało, można powiększyć świat w zamian za kilka znalezionych stron, by odblokować nowe części mapy, w tym bossa, który nie jest zbyt trudny do pokonania, choć długość walki może irytować.

Jaki ten hub jest wielki.

Trzeci poziom: bagno. Możemy szukać piórek, stron (do odblokowywania etapów) i różnych innych znajdziek - trochę tego jest. Mamy też NPCów... dobra, już chyba rozumiecie. Powtarzalne to wszystko. Jakieś drobne zmiany się pojawiają, ale wszystko się sprowadza do jednego. Na początku to nie przeszkadza, potem męczy. Zacząłem się zastanawiać, czy nie dać sobie spokoju.

Hub irytuje. Tu dodam, że czasem by przejść dalej, trzeba rozwiązać quiz ze świata gry. Tak bardzo niepotrzebne.

Czwarty poziom: kasyno. Ten, którym, jak dobrze pamiętam, reklamowano grę przed premierą. I słusznie - jest zdecydowanie najciekawszy. Najlepszy pomysł, spoko wykonanie. Tutaj się ożywiłem, bardzo mi się spodobało. Na tyle, że aż mi się zachciało grę wymaksować. Wróciłem na poprzednie poziomy i zebrałem brakujące znajdźki. Tak mnie jakoś naszło. Pomogło też posiadanie większości odblokowanych ruchów - jest przyjemnie, nie to co na starcie. Czepiłbym się w kasynie tylko ukrycia bossa, bo jak ktoś nie ma już ochoty na powtarzanie opcjonalnych misji, jak ta w wagoniku, to go... nie znajdzie.

Po co ten hub jest taki wielki?

Piąty poziom: kosmos/morze/coś takiego. Największe rozczarowanie. Polecam od razu powiększyć go stronami, bo bez nich jest taka bieda, że aż się dziwię, że to weszło do gry w takiej formie. Nie chce mi się tego komentować. Posklejane byle co, bo obiecali 5 poziomów. W sumie... na karcie Kickstartera widzę 6. Może liczyli ten wielki hub.

Przed wejściem do finałowej walki jest fajny skrót do poziomu 2. Szkoda, że w takim, a nie innym miejscu. Cieszyłbym się bardzo, gdybym mógł go zauważyć wcześniej...

No i na koniec mamy bossa. Jeśli liczyć każdą zmianę w walce, nie przypominam sobie innego starcia mającego tak dużo faz chyba w żadnej grze. Konieczność powtarzania wszystkiego potrafi wkurzyć. Marne zakończenie.

Mógłbym jeszcze dodać, że pomysł na głosy postaci jest FATALNY, ale że można je wyłączyć w opcjach, wybaczam.

Cóż... Gdybym miał wystawiać ocenę, byłaby gdzieś w środku skali, może minimalnie ponad. Bo jednak to skończyłem, zebrałem wszystko, co się dało. I był moment, kiedy się naprawdę świetnie bawiłem. Szkoda, że inne fragmenty to zepsuły. Wyszedł przeciętniak, co przy danych przytoczonych na początku szczególnie boli. Można zagrać, jak się zaliczyło wszystkich lepszych przedstawicieli gatunku.

Obrazek
W związku z tym, że chciałem ukończyć tytuł w co-opie, a co za tym idzie: trzeba się było zgrać z innymi czasowo, ukończenie fabuły zajęło mi... 1,5 roku. Ale czy to źle? Ciągle się narzeka, że gry są za krótkie, a ta mi wystarczyła na kawał czasu. A gdybym zechciał się pobawić w trybie mistrza gry, miałbym co robić do końca życia.

Choć to druga część, znajomość jedynki nie jest wymagana, to różne historie (oczywiście znajdą się smaczki, które docenią fani oryginału). Tutaj zaczynamy uwięzieni w Forcie Radość, by potem, nie zdradzając zbyt wiele, zbliżać się stopniowo ku tytułowej Boskości. A grać będziemy drużyną złożoną z czterech postaci (da się też postawić na Samotnego Wilka). I tu mam mały zgrzyt. Lubię tworzyć własne postaci. Problem w tym, że dostajemy do wyboru kilka innych, stworzonych przez twórców. Z własną historią i serią questów. Niby można zrobić swojego bohatera i resztę dołączyć do niego, ale będzie odstawał swoją nijakością i brakiem sensu. Tyle dobrze, że ci gotowi herosi są naprawdę interesujący i warto zmieniać drużynę co jakiś czas (bo jest ich ponad czterech), by poznać wszystkich.

Fani papierowych RPGów powinni być zadowoleni. Mamy sporą dowolność w wyborze praktycznie wszystkiego. Postacie budujemy jak tylko chcemy. Questy głównej linii fabularnej mają często więcej niż jeden sposób na ich zaliczenie, sama ucieczka z pierwszej mapy to kilka opcji. Jest sporo misji pobocznych, takich naprawdę fajnie pomyślanych, aż chce się je robić. Wszystkie informacje o zadaniach są w dzienniku, który nie mówi wprost, co zrobić - trzeba pomyśleć, doceniam. NPCów też można traktować jak się chce. Powyrzynać (co kto lubi), pomagać im, obrażać, przekupić dla poprawy humoru po tym, jak się im wyrządziło krzywdę... Kradzież też wchodzi w grę. A jak się ktoś zorientuje, że mu coś zniknęło, może podbiec i kazać opróżnić kieszenie. Może nawet nie dać się przekonać, że nic nie masz - wtedy by uniknąć walki, można mu dać łapówkę. Najlepiej kiedy wcześniej wyciągnęło się od niego właśnie pieniądze, by tutaj "oddać" część, a wzięło się więcej. Normą jest tutaj zagadywanie kogoś jedną postacią i okradanie drugą, po czym przerzucenie fantów na trzecią, daleko stąd. Zbrodnia doskonała.

W walce też jest masa możliwości. Nie tylko w wyborze oręża - przede wszystkim umiejętności. Zamiast dostawać nowe z poziomem, kupujemy/znajdujemy księgi, które ich uczą. Fakt, że trochę ogranicza tu poziom wymaganej zdolności (no i ilość komórek pamięci, bo nie możemy używać jednocześnie nieskończonej liczby umiejek), więc coś tu od poziomu zależy, ale ładując np. 1 punkt w Hydrozofię, możemy poznać wszystkie wodne czary, które tyle wymagają. I wybrać sobie, czy potrzebujemy wszystkich, czy tylko niektórych. I w dowolnym momencie zmienić to wszystko. Za darmo. Nawet podstawowe statystyki można zresetować w niemal dowolnym momencie. To wystarczająca zachęta do testowania czego się da.

Starcia są rozgrywane w turach i możliwe akcje do wykonania mają koszt w Punktach Akcji. Od statystyk zależy, ile metrów przejdziemy za 1 PA, jak i ile ataków przeprowadzimy. RPGowy standard. Jeśli chodzi o różnice względem pierwszego Original Sin, przede wszystkim: tarcze fizyczne i magiczne. Teraz dobieranie ataków do wrogów ma większe znaczenie. Widziałem narzekania, że przez to się wszystko wydłużyło i jest mniej ciekawie, ale ja nie miałem żadnego problemu tego typu. Bawiłem się świetnie. Poza znanymi już seriami umiejętności pojawiła się nowa: Polimorfia. I polecam przetestować ją każdemu, bo są tu zdecydowanie najciekawsze skille. Kurzy Pazur przyda się praktycznie zawsze, a sztuczki z wyższych poziomów są nawet trochę przegięte w porównaniu do innych mocy. Chyba ostatnia zmiana: zmniejszenie średniej puli PA. Zazwyczaj są 4 na rundę, zwykłe ataki kosztują 2, a trzeba doliczyć ruch, z umiejkami też jest różnie. Niektóre talenty mogą czasem pozwolić dobić do 6-7 PA na rundę, ale albo trwa to krótko, albo daje spore minusy (Szklana Armata daje stałe 6 PA w zamian za to, że pancerz nie broni przed różnymi efektami - absolutnie nie warto). Brakuje mi sytuacji z jedynki, gdzie Łotrzykiem mogłem dobić nawet do 15 PA - fakt, tam koszta akcji były zwykle większe, więc jakoś się to wyrównuje, ale i tak miałem wrażenie, że mogłem więcej. Może to tylko moje czepialstwo.

Wypada też wspomnieć o masie dostępnego ekwipunku i grzebaniu w statystykach, craftingu, jeszcze raz o swobodzie, ładnej oprawie graficznej, naprawdę dobrej muzyce (sporo utworów utkwiło mi w głowie)... Trudno mi znaleźć coś, czego mógłbym się poważnie przyczepić. Może zdarzały się pojedyncze bugi, jednak nic na tyle poważnego, by mi zepsuło zabawę. Może fabuła z czasem okazuje się niezbyt wyjątkowa, ale grało się tak przyjemnie, że mi to nie przeszkadza. Brakuje mi gry w papier-kamień-nożyce podczas kłótni w dialogach, choć rozumiem, czemu tu tego nie ma. Jeszcze jakiś minus, hmm... Niech będzie, że biedne DLC. Sir Lora, dodatkowa postać, która tyra za drużyną. Wiewiórka na kocim szkielecie, która chce ocalić świat przed Wielkim Żołędziem. Byłoby zabawnie, gdyby wiązał się z tym jakiś quest... Jednak kompletnie nic się z tym nie dzieje. NPC tylko łazi i co jakiś czas daje nowe przepisy do craftingu. Mało dialogów, brak czegoś więcej. Dostałem to w bonusie za darmo, więc nie mam w sumie co narzekać, ale teraz trzeba za to dopłacić - nie warto.

To jeden z najlepszych eRPeGów, w jakie grałem. Może nie tyle pod względem historii, co jako całość. A już na pewno idealny dla miłośników kooperacji. Około 100 godzin kampanii + możliwość prowadzenia bądź brania udziału w sesjach RPG w osobnym trybie, co wystarczy na kolejne setki. Nic tylko grać.
  • 0

aRo
Avatar użytkownika
Predator
 
Posty: 730
Dołączył(a): 8 lip 2013
Medale: 5
500 (1) 1000 (1) 2000 (1)
3000 (1) 4000 (1)
Reputacja: 18
Płeć: Mężczyzna

Re: W co graliście i polecacie/odradzacie?

Postprzez Armin » 12 cze 2019, o 00:05

Obrazek



Valiant Hearts: The Great War - moja pierwsza gra rozegrana na tej dziwnej platformie Uplay no i co ja mogie powiedzieć - dziękuję Pan Ubisoft Montpellier za tak wspaniałą i jedyną w swoim rodzaju grę.
Nie jestem pewien ale gre chyba zdobyłem z cd action i nie zależało mi, że jej nie mam na stimie bo wersja na stimie po 1 i tak wymaga uruchomienia uplay a po drugie na stimie nie ma żadnych acziwków.
Jest to gra przygodowa akcji osadzona w realiach 1 wojny światowej w komiksowej i specyficznej oprawie graficznej. Gra nie jest trudna, ma sporo prostych zagadek no i troche, szczególnie pod koniec lekko irytujących elementów zręcznościowych, ale gra jest przyjazna dla gracza, gra wybacza błędy no i posiada ładnie rozmieszczone czekpointy. W grze wiele notek historycznych takich jak na jednym ze skrinów poniżej.
Nie wiem ile dokładnie w nią grałem bo ten zajefajny uplay chyba nie zlicza czasu ale tak na oko jakieś 4-5 godziń. Poniżej garść skrinów z gry na zachęte:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
  • 0

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Armin
Avatar użytkownika
Wiedźmin
 
Posty: 4972
Dołączył(a): 14 lut 2013
Lokalizacja: ◕_◕ Liberty City ಠ╭╮ಠ ostatnio Los Santos
Medale: 6
500 (1) 1000 (1) 2000 (1)
3000 (1) 4000 (1) 5000 (1)
Reputacja: -37
Płeć: Mężczyzna
Ostrzeżenia: 2
2

Re: W co graliście i polecacie/odradzacie?

Postprzez Armin » 22 cze 2019, o 00:08

Obrazek


Call of Duty®: Infinite Warfare - nooo to była w miare dobra gra FPS ale słaby COD do jakiego się przyzwyczailiśmy przy modern warfare i black ops. Słowo klucz to "kosmos", gro akcji dzieje się właśnie w kosmosie tudzież na obcych planetach. Gra jest podzielona na dwie części jeśli chodzi o misje poboczne mianowicie na tradycyjną walke swoim żołnierzem oraz druga część na walke stateczkiem z innymi stateczkami okrętami. Główny tok fabuły w 95% rozgrywany już swoim marines Kapitanem Reyesem, no i ta fabuła jest w miare ok trzyma się kupy od początku do końca i jest w stylu sci-fi trochę. Mamy sporo broni do wyboru a strzelanie z nich jest poprawne/przyjemne, oprócz pukawek mamy do dyspozycji kilka różnych rodzajów granatów czy drony.
Oprócz singla gra oferuje tryb multi podzielony na 2 kategorie - ten klasyczny typu dedmecz oraz kooperacja Zombi. Gra ma już troche latek więc nie dziwne że w granie na multiku nie jest za łatwo o towarzyszy - dedmecza można coś tam dobrać w godzinach wieczornych polskiego czasu a z zombi już gorzej. Niemniej jednak nie lubie multi w codach i po prostu olałem ten aspekt gry, sam singiel mi w zupelności wystarczył.
Czas operacyjny na przejście singla to troche ponad 10 godzin. Grę bym polecił w okolicach 10zl, na dzień dzisiejszy nie jest wiecej warta, ostatnie promki po około 20zl to troszku za dużo te 12zl czy ile dalem niecały rok temu jest ok.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
  • 0

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Armin
Avatar użytkownika
Wiedźmin
 
Posty: 4972
Dołączył(a): 14 lut 2013
Lokalizacja: ◕_◕ Liberty City ಠ╭╮ಠ ostatnio Los Santos
Medale: 6
500 (1) 1000 (1) 2000 (1)
3000 (1) 4000 (1) 5000 (1)
Reputacja: -37
Płeć: Mężczyzna
Ostrzeżenia: 2
2

Re: W co graliście i polecacie/odradzacie?

Postprzez aRo » 30 cze 2019, o 15:16

Obrazek
Kolejna gra autorów To The Moon - i sumie ma takie same wady i zalety. Mimo bardzo słabego gameplayu (naprawdę wolałbym to obejrzeć jako film), broni się historią. I humorem - jest masa zabawnych tekstów rozluźniających atmosferę. Co jest dobre, bo opowieść o, jak by nie patrzeć, umieraniu nie jest przez cały czas wesoła. Może tym razem nie ma tak mocnej końcówki jak TTM, ale choć nie do końca podobało mi się, w jaką stronę to wszystko poszło, to film na zakończenie, z tą muzyką... Jak nic wycisnął łzy niejednemu. Warto poświęcić te 4 godzinki, przyjemnie spędzony czas.

Obrazek
Po wielu latach odkopałem pudełko z grą i zmierzyłem się z platformówką, która mnie kiedyś pokonała. Zachęciło mnie wrzucenie dwójki na Steama i materiał Archona na YT - tu dodam, że usłyszałem tam, że gra jest spokojnie do przejścia w 2 godziny. Nie, nie jest.

Najbardziej przeszkadza archaiczne sterowanie. Nie ma możliwości biegania na boki, tylko obracanie się. Mamy też skok i ataki rękawicami/ogonem. Z walką miałem drobny problem: ciężko mi było ocenić zasięg łap Kao i często trafiałem w powietrze zamiast we wroga. A jak chciałem podejść bliżej, dla pewności, to obrywałem. Co jeszcze? Trzeba zwrócić uwagę na system checkpointów - dostajemy flagi, które sami stawiamy na planszy, by wrócić w to miejsce po zgonie. I warto o tym pamiętać, bo niektóre poziomy są bardzo długie. Przez co też trudno ocenić, gdzie najlepiej zostawić flagę.

Plansz jest 30, w tym 5 bossów (proste) i parę etapów "jeżdżonych". O ile motorówkę w miarę łatwo kontrolować, tak jazda na snowboardzie potrafiła mnie porządnie wkurzyć i nigdzie nie utknąłem na tak długo, jak tutaj. A mała ilość żyć też nie pomaga. Znów archaiczny element - zamiast po prostu powtarzać w kółko level, co kilka porażek wychodzisz do menu i wczytujesz, co niepotrzebnie przedłuża wszystko. Co do zwykłych map - są w porządku, w większości przyjemne platformowanie, choć są wyjątki - były ze 2 labirynty, gdzie wszystko jest do siebie zbyt podobne i nie wiadomo, gdzie trzeba iść. Czasem można też znaleźć teleport do bonusowego fragmentu - tu z kolei problem może mieć ktoś, kto chciałby grę wymaksować i zdobyć wszystkie monety, bo tak. Te z bonusów nie są wliczone w pulę, którą widzimy na mapie przy wyborze poziomu, więc nawet pomijając skarby, z bonusem możemy mieć w sumie więcej znajdziek niż być powinno - zebranie np. 80/50 monet nie powinno dziwić.

Jeśli coś dziś nie przeszkadza, to oprawa. Muzyka wpada w ucho, a grafika, choć kanciasta, nie kłuje oczu - to serio nie wygląda strasznie. Mimo to nie wiem, czy bym mógł dziś grę polecić. Jest mnóstwo lepszych wyborów, więc jak nie ukończyliście wszystkich innych zręcznościówek na kupce wstydu, może lepiej nie wracać do tych czasów?

Obrazek
Polski klasyk zawitał na Steama. Wreszcie każdy może legalnie zagrać za śmieszne pieniądze (a nawet dało się za darmo).

Gdyby można było grę jakoś krótko podsumować... Rayman 2. Kiedyś mnie to tak nie raziło w oczy, a teraz dostrzegam tyle podobieństw, że wątpię, że to przypadek. Poruszanie się jest podobne, lock na przeciwniku - postać rusza się tak samo, podnoszenie ciężkich rzeczy (tu - szyszki) też to przypomina. Motyw ze statkiem i uwięzionymi zwierzakami. I te beczki spadające w dwóch kolumnach. Nawet menu i pasek ładowania... Oczywiście całość to nie jest zwykła kopia, wystarczająco się odróżnia. No i jak już kopiować, to od najlepszych. Trudno mieć twórcom za złe.

Gra się przyjemnie, poziomy są ładnie zbudowane, jest trochę rzeczy do znalezienia. Walka nie irytuje, bossowie są w porządku. Kary za błędy nie ma poza powrotem do punktu kontrolnego, a tych jest masa. Całość wygląda i brzmi dobrze. Jak mam się na siłę przyczepić, to lot pelikanem dało się zrobić lepiej. I wypatrzyłem dwa babolki w napisach. Jeden - brak słowa w jednym z pierwszych dialogów z papugą (a 1. wyraźnie je słychać w dubbingu, 2. w wersji przed Steamem to słówko było w napisach, ale z błędem - nie tak się poprawia!), drugi - "od" zamiast "do" w opisie ostatniej minigry (tu trzeba mieć wszystkie kryształy w grze, więc wielu tego nie zobaczy). Takie drobnostki. Poważnie zirytować może tylko brak opcji powrotu do checkpointa z poziomu menu, kiedy chcemy maksować grę. Zebranie ostatnich monet na zjeździe ze snowboardem może być problematyczne, a że tam nie ma się jak zabić, trzeba powtarzać całość...

Warto zagrać, bo, w przeciwieństwie do jedynki, gameplay nijak się nie zestarzał.
  • 0

aRo
Avatar użytkownika
Predator
 
Posty: 730
Dołączył(a): 8 lip 2013
Medale: 5
500 (1) 1000 (1) 2000 (1)
3000 (1) 4000 (1)
Reputacja: 18
Płeć: Mężczyzna

Re: W co graliście i polecacie/odradzacie?

Postprzez aRo » 28 lip 2019, o 11:38

Co tu tak cicho?

Obrazek
Warto kupić, jak podobała się podstawka - ale na promocji, bo 50zł to sporo za niecałe 3 godziny zabawy. W dodatku bardzo powtarzalnej. Mamy nową planszę podzieloną na 4 sekcje. Zawierają fajne zagadki i premiują rozglądanie się, bo łatwo przegapić dodatkowe rzeczy. Jednak każda z sekcji wygląda praktycznie tak samo. Bossowie na ich końcach też - różnią się może jednym atakiem i barwą.

Z plusów - alternatywne bronie żywiołów (choć to ma sens tylko jeśli gramy od początku, bo po skończeniu fabuły mało kto będzie miał jeszcze materiały do ulepszenia na +10), nagroda za przejście całości (nawet jeśli nie powala statystykami) i ostatni boss, który niby jest tylko połączeniem poprzedniej czwórki, a w praktyce to jedna z lepszych walk w całej grze.
  • 0

aRo
Avatar użytkownika
Predator
 
Posty: 730
Dołączył(a): 8 lip 2013
Medale: 5
500 (1) 1000 (1) 2000 (1)
3000 (1) 4000 (1)
Reputacja: 18
Płeć: Mężczyzna

Re: W co graliście i polecacie/odradzacie?

Postprzez Xaxa » 30 lip 2019, o 18:57

Hej pytanko mam. Z powodu promocji (https://lowcygier.pl/promocje-cyfrowe/r ... fanatical/) na PC pytanie.

Czy ktoś miał okazję w to dłużej pograć w ten tytuł? Jakieś dobre/słabe strony? Bo kupka wstydu rośnie ale w sumie zaintrygował.
  • 0

Xaxa
Avatar użytkownika
Predator
 
Posty: 426
Dołączył(a): 11 lip 2013
Reputacja: 8
Płeć: Mężczyzna

Re: W co graliście i polecacie/odradzacie?

Postprzez Armin » 14 sie 2019, o 19:54

Obrazek


Late Shift - gra ma realistyczną grafike wygląda jak film, oh wait to jest FMV czyli interaktywny film w pełnej klasie, przejście zajęło mi troche ponad godzinke, zakończenie które splotło się w wyniku moich wyborów nie jest zbyt satysfakcjonujące i chyba powtórze gre jeszcze raz dokonując innych wyborów, gra oferuje 7 zakończeń i na każdy z nich jest osobny acziwek, aż tyle to mi się nie chce grać ale zobacze alternetywne zakończenie gdybym nie zrobił czegoś tam ;d
Sprawia wrażenie dość "wysokiego" budżetu jak na coś co można przejść w godzinke z hakiem i było dostępne w bundlu za grosze, historia nie najgorsza. Problem jest z systemem zapisów czy inaczej czeckpointów które trudno wyczuć nie wiadomo kiedy gra robi zapis postępu i jak odejdziemy na dłużej od gry i do niej wrócimy może się zdarzyć że bedziemy powtarzali jaakies 10-15minut sekwencji filmowej ponieważ gra się akurat tak zapisala, nie ma żadnej informacji kiedy to się dzieje. ogólnie polecam


Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
  • 0

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Armin
Avatar użytkownika
Wiedźmin
 
Posty: 4972
Dołączył(a): 14 lut 2013
Lokalizacja: ◕_◕ Liberty City ಠ╭╮ಠ ostatnio Los Santos
Medale: 6
500 (1) 1000 (1) 2000 (1)
3000 (1) 4000 (1) 5000 (1)
Reputacja: -37
Płeć: Mężczyzna
Ostrzeżenia: 2
2

Re: W co graliście i polecacie/odradzacie?

Postprzez aRo » 17 sie 2019, o 23:28

Obrazek
Jak zdefiniowałbym "dobrą grę cyfrową"? Powinna dawać rozrywkę, mieć ciekawe mechaniki, być względnie przejrzysta (logiczne zagadki - jeśli są niezbędne do ukończenia fabuły, twórcy zwykle nie bez powodu tworzą je tak, by jakieś 90% graczy było sobie w stanie z nimi poradzić)... Grafika i muzyka to bonus, fabuła - zależy od rodzaju gry. Brzmi dobrze? Niby tak, ale potem wychodzi taki Hellblade. Coś, co mnie wciągnęło i chciałbym polecić, a jednocześnie nie spełnia żadnego z wymogów, które sam określiłem.

Bo jakby ten tytuł analizować w porównaniu z innymi typowymi grami, nie mógłbym polecić go nikomu. Tu nie ma mowy o "rozrywce", klimat jest ciężki i jak ktoś szuka sposobu na miłe spędzenie wolnego czasu, nie tędy droga. Mechanicznie nie powala, sterowanie bywa toporne. Walka u podstaw jest OK, jednak jej system daje bardzo mało możliwości, a rodzajów przeciwników też jest malutko. A starcia potrafią się ciąąąąągnąć i zaczynają irytować. Poza nimi mamy głównie chodzenie i zagadki środowiskowe. Te potrafią zaskoczyć. Szukanie znaków - naprawdę kreatywny zamysł i za pierwszym razem trudno tego nie docenić. A potem można dojść do wniosku, że jest to trochę... głupie. Jeszcze później pojawiają się fragmenty wymagające "skupienia" (zagadki i walki) - tu z kolei przystępność jest zerowa. Jedna rzecz, że gdybym nie sprawdził wcześniej klawiszologii, nie załapałbym, co mam zrobić. Druga, że przy takiej zagadce ze zniszczonymi schodami nawet to może nie wystarczyć, bo trzeba wpaść na to, czego chcą twórcy. Gra prawie niczego nie uczy, radź sobie sam. Szczególny popis tej wizji to ostatnia bitwa. Postaram się nie zdradzić zbyt wiele, ale przewrażliwionym na punkcie spoilerów radzę przeskoczyć do kolejnego akapitu. Otóż ta gra wymaga od nas zrobienia czegoś, czego żaden gracz z automatu nie zrobi. A podpowiedź, jaką podaje, to coś, co przez całą grę mieliśmy ignorować, by w ogóle tutaj dojść. Gdybym mógł tu coś zmienić, nasilałbym te "podpowiedzi" z czasem. Bo jak nie wpadniesz na rozwiązanie, możesz grać... w nieskończoność. Gdyby w innej gierce stworzyć taką łamigłówkę, zostałaby zmiażdżona przez krytyków - zakładając, że jakimś cudem w ogóle by się w wersji 1.0 znalazła.

Inna sprawa, że ta końcówka naprawdę ma sens. I choćby dlatego nie powinno się oceniać tego tak samo jak innych gier. Bo ilu rzeczy bym się nie czepił, nie zmieniłbym tu nic. Niesamowite przeżycie. Ciężkie, ale takie ma być. To historia postaci cierpiącej. Psychoza, schizofrenia... A jednym z celów twórców było to, byśmy mogli się choć trochę poczuć jak ta postać. Włącznie z chorobą psychiczną. Nieustannie słyszymy "głosy w głowie" (KONIECZNIE grać w słuchawkach!). Widzimy dziwne rzeczy. Nie wiemy, co jest prawdziwe, a co nie. I tak do samego końca. Nawet zakończenie można różnie interpretować. Produkcja genialna i jedyna w swoim rodzaju, wciągnęła mnie swoim klimatem już na samym początku i przez 8 godzin nie wypuszczała ze swoich łap. Mimo irytujących fragmentów i dłużyzn.

Wypada też wspomnieć o słynnym tekście, przez który wielu bało się zagrać, a jego przesłanie zostało, niestety, zabite. To też trochę spoiler, ale z początku i prawie każdy go zna. "And all progress will be lost". Jedno zdanie, które wywołało szum w sieci. Przez które wielu interesowało się tylko tym aspektem, olewając resztę. Oderwane od kontekstu sprawia, że skupiamy się nie na tym, na czym powinniśmy. O co tu chodzi? Znowu: jak ktoś nie grał, przejdźcie do kolejnego akapitu, bo warto to zrozumieć samemu. Cóż, Senua ma problemy. Paranoja. Obłęd. I ten jeden fragment o usunięciu save'a ma nam zafundować część tych przeżyć. Nadmierna ostrożność przez coś, co tak naprawdę nam nie zagraża. Kolejny genialny motyw. Zniszczony przez to, że... to gra. I wszyscy podeszli do problemu tak, jakby to zrobili w innych grach.

Dodam jeszcze parę minusów - momentami napisy są słabo zsynchronizowane z wymawianymi kwestiami. Do tego w niektórych fragmentach można odczuć spadek ilości klatek na sekundę. Ale to w sumie drobnostki. Bledną przy tym, co dobre. Albo nawet bardziej niż dobre. Jeszcze tego nie napisałem - udźwiękowienie to mistrzostwo świata.

To jest produkcja wyjątkowa. Inna niż wszystkie. Jeśli nie zraża was to, co pisałem o rozgrywce i szukacie czegoś jedynego w swoim rodzaju - bardzo polecam.


Obrazek
Kolejna produkcja Hamster on Coke - czyli kreatywna gra logiczna. Minimalistyczna, bardzo prosta w założeniach, a jednocześnie wciągająca. Nie da się tu nudzić - jak po paru poziomach myślisz, że wiesz wszystko, pojawia się jakaś nowa mechanika. I tak aż do końca. To tylko 2 godziny, ale naprawdę polecam fanom łamigłówek, szczególnie że cena jest bardzo niska.


Obrazek
Ten interaktywny film (bez QTE, tylko wybieranie kwestii) jest o tym, jak wiele może się w życiu zmienić podczas jednej nocy. Przyjemna historyjka, którą możemy pchnąć w różne strony naszymi decyzjami. Nie będę tu zdradzał szczegółów, bo materiału jest niewiele - trzeba samemu się przekonać. Powiem tylko, że dużą rolę gra tu porcelanowa miseczka. I jak jesteście uczuleni na filmowe głupotki, w pewnym momencie na pewno zacznie to śmieszyć. Ale ogólnie bawiłem się nieźle. Jedno przejście zajęło mi 70 minut. Mniej niż przeciętny film kinowy.

Minusy? Nie licząc paru błędów w polskim tłumaczeniu (i dodam, że ktoś nie ma pojęcia, gdzie się stawia apostrofy), jest tylko jeden - spory, jeśli lubisz kończyć gry w 100%. Po przejściu gry i poznaniu któregoś z zakończeń nadal brak możliwości wyboru rozdziału, a kiedy gramy od nowa - nie da się przewijać fragmentów, które już się widziało. Pewnie po to, by wydłużyć czas spędzony przy króciutkiej grze. Słabe zagranie. Na szczęście są poradniki na Steamie, które podpowiadają, jak najszybciej zobaczyć wszystko, co ważne - zajmie to niecałe 3 godziny, nadal mało. A jak komuś nie zależy na osiągnięciach, lepszym wyjściem będzie sprawdzenie pozostałych (w sumie 7) zakończeń w sieci.
  • 0

aRo
Avatar użytkownika
Predator
 
Posty: 730
Dołączył(a): 8 lip 2013
Medale: 5
500 (1) 1000 (1) 2000 (1)
3000 (1) 4000 (1)
Reputacja: 18
Płeć: Mężczyzna

Re: W co graliście i polecacie/odradzacie?

Postprzez aRo » 2 wrz 2019, o 21:07

Obrazek
Szukałem czegoś w stylu Soulsów. Mimo pewnych podobieństw LotF to nie to, czego chciałem... ale tragedii nie było.

Pierwsza różnica to fakt, że jest tu wyłożona na stół fabuła i wykonujemy misje. Inna sprawa, że historia nie jest ani trochę ciekawa i trudno to śledzić z zaangażowaniem. Przez to najważniejsza będzie mechanika. A tu jest średnio i porównań do serii From Software się nie da uniknąć. Podnoszenie poziomu działa tak samo, tylko statystyk jest mniej. Są odpowiedniki estusów i ognisk. W walce musimy dbać o staminę. Różnice? Jest duuuuużo wolniej. Nawet przy niskim udźwigu i szybkich broniach. Z ciężkimi w ogóle sobie nie wyobrażam tego przechodzić. Przeciwnicy nie zaczekają, aż się zamachniesz. Inna sprawa - przewroty nie dają chwili nieśmiertelności, trzeba dosłownie uniknąć ciosu - to akurat jest w porządku. Największy problem stanowią rywale z tarczami, których jest tu mnóstwo - polecam nauczyć się szarżowania z tarczą, znacznie ułatwia walki, a jest skuteczne nawet z malutkim puklerzem w łapie (i pozwala przebijać niektóre ściany). Jest tu jeszcze jedna fajna rzecz: mnożnik zdobywanego doświadczenia. Czym dłużej gramy bez zgonów czy odwiedzania "ognisk" (wielkie kryształy), dostajemy więcej punktów. Zaliczając checkpointy, można wybrać, czy po prostu zrobić save'a, nie odnawiając niczego, czy może odzyskać stracone zdrowie i odnowić eliksiry, w zamian zerując mnożnik. Świetny pomysł.

A co jest z grą nie tak? Małe zróżnicowanie wrogów. Bossowie są banalni (połowę pokonałem za pierwszym podejściem, tylko jeden wymagał więcej niż trzech, a to tylko dlatego, że jego specjalny atak obszarowy zabija natychmiast i nie zdążyłem wymyślić, jak go uniknąć - podpowiem, że zwykłe ściany nie chronią), mają paski życia podzielone na segmenty, po których zachodzi mało zmian, tylko przeciągają starcia, bo po zbiciu fragmentu niektórzy dostają chwilę nieśmiertelności. Są specjalne warunki, których spełnienie daje lepsze nagrody za pokonanie ich, jednak w samej grze nie znajdziecie konkretnych informacji, więc bez przeczytania o tym w sieci zaliczenie ich zależy od szczęścia. Poziomy, choć naprawdę ładne, są bardzo liniowe - dosłownie raz można trafić na bossa poza kolejnością, odwiedzając pewną lokację wcześniej, ale że i tak trzeba tam potem pójść, sensu ma to niewiele... Do tego obecny jest backtracking, szykujcie się na przemierzanie tych samych miejsc wielokrotnie. A "szybkiej podróży" twórcy postanowili niestety nie implementować. Dodam jeszcze, że niby jest parę zakończeń i jeszcze więcej wariantów zależnych od niektórych misji pobocznych... ale końcowy film to tylko pokaz slajdów, nic ciekawego.

Całość można skończyć w 10-15 godzin. Nie za dużo, szczególnie porównując do Soulsów. Mimo tylu rzeczy, które mi nie pasowały, bawiłem się nieźle, w tym czasie nie zdążyłem się wynudzić. Warto dać szansę, szczególnie że teraz często można kupić grę w bardzo niskich cenach.


Obrazek
Bardzo krótki dodatek. Malutka mapa, obrotowy labirynt. Szukając wszystkich zakamarków, można się zasiedzieć... ale wygląda to tak monotonnie, że nie miałem ochoty. Wrogowie w środku są irytujący. Odnalezienie drogi do centrum i ubicie bossa zajęło mi godzinę. Ten ostatni jest nawet ciekawy, ale problem w tym, że 3 z 4 faz są prawie identyczne i odkrycie metody na wygraną w pierwszej (co było fajne) kończy nowości, potem klepiemy to samo. A ostatnia faza jest żenująco prosta. Od biedy poleciłbym to tylko w jakimś większym pakiecie, ewentualnie z dużą zniżką. Tak z 90% minimum. Domyślna cena to gruba przesada.


Obrazek
Czy powinno się polecać niedokończone produkcje? Raczej nie. Ale tutaj zrobimy wyjątek.

To przygodówka (może bardziej: interaktywny film), która się wyróżnia swoją innością. Japońskie dzieło - ale nie powinno odrzucić ludzi mających uczulenie na rozmaitą "mangowość". Historia wciąga (nie chcę nic zdradzać, bo jednak mało tego), postacie nie są byle jakie, a całość wygląda i brzmi stylowo. Świetny jest motyw z informacjami na temat każdego interaktywnego elementu otoczenia, gdy najedziemy na niego myszką - to takie idealne przyprawienie tej detektywistycznej sałatki. Są też sekwencje QTE, bardzo proste, ale naprawdę dobre - i zabawne. Sam ciąg fabularnych scen jest dość krótki, za to przeszukiwanie wszystkiego, czytanie każdego dialogu, zaliczanie dodatkowych zadań... spokojnie zajmie kilka dodatkowych godzin. A który fan przygodówek by sobie to odpuścił?

Minusy? Przede wszystkim stamina - niby rozumiem, jaki to miało cel (część zżywania się z postacią, jak ruchy, które wykonujemy myszą przy robieniu czegokolwiek), ale konieczność regeneracji po przeszukiwaniu szafek czy po długich dialogach w grze przygodowej jest irytująca. Druga sprawa - jeśli chcecie grę wymaksować, przygotujcie się na zbieranie tych samych rzeczy w kolejnych odcinkach. Epizody dzieli między sobą może minuta, a i tak trzeba na nowo ogarnąć wszystko, choć zmian jest niewiele. A jak już są - np. nowe magazyny na półkach w domu - to nie do końca mają sens, bo niby kiedy miała ta zmiana nastąpić? A na koniec... Trudno się skupić na oglądaniu scen podczas QTE, kiedy patrzymy na strzałki, a nie to, co w tle - a jak wspomniałem, te sceny są ekstra.

Tak czy siak, warto poświęcić te parę godzin. Chyba że naprawdę nie lubicie zostawiać niedokończonych spraw. Cliffhanger jest perfidny, a kontynuacji prawdopodobnie nigdy nie zobaczymy.


Obrazek
Niektórzy nazywają Dark Soulsy "szajsem", bo nie potrafią przejść pierwszego bossa. Nie mają argumentów. Jeśli chcecie pokazać im, jak wygląda coś, co jest NAPRAWDĘ szajsem, proszę bardzo: Dark SASI. Soulslike, w którym skopano niemal wszystko i ciężko znaleźć jakiegokolwiek plusa. Gdybym ja miał jakiegoś wskazać... Nie wiem, może humor? Niezamierzony, biorący się z bugów wszelkiej maści i rosyjskiego dubbingu. Nic innego mi do głowy nie przychodzi.
  • 0

aRo
Avatar użytkownika
Predator
 
Posty: 730
Dołączył(a): 8 lip 2013
Medale: 5
500 (1) 1000 (1) 2000 (1)
3000 (1) 4000 (1)
Reputacja: 18
Płeć: Mężczyzna

Re: W co graliście i polecacie/odradzacie?

Postprzez DatAss » 7 wrz 2019, o 01:24

Z cyklu "Godny nienastępca" - Need for Speed Pro Street na PC/X360/PS2/PS3 od EA Black Box z 2007 roku.

Seria gier wyścigowych Need for Speed, jak i ich główny producent/wydawca Electornic Arts miewa okres wzlotów i upadków. I chociaż przez ostatnie lata popisy tej niej gromadki ze Stanów najlepsze nie są, to wszystko wskazuje na to, ze może w końcu wrócą z powrotem do formy sprzed lat, czyli gdzieś tak z 15-20 lat wstecz, gdy to zamiast tony DLC do DLC wydawali coś takiego jak gry - między innymi pierwszą część serii NFS, która miast być odsłoną stricte erkejdowa postanowiła obrosnąć w skrzydła symulacji - mowa tu oczywiście o Porsche Unleashed, który był, jest i będzie moją ulubioną odsłoną serii z uwagi na gitowe trasy, od groma i ciut ciut maszyn do wyboru (z pełną możliwością ich modyfikacji - i to przed Undergroundem!) oraz nowoczesną, kłującą w uszy klimatyczną muzyką (tą zaś ostatnio chyba Wam wrzuciłem i przepraszam, ale nie mogłem się powstrzymać :3). Ponadto należy zaznaczyć, że tutaj ostatni raz na dłuuugi czas pojawia się gościnnie widok z kokpitu, którego w za chwilę opisywanym tytule nie uświadczymy. Wracając do sedna Porsche 2000 zostało zmajstrowane przez nikogo innego jak Eden Games, którzy stworzyli obie części TDU oraz wszystkie V-Rally, wraz z tą straszną (na PCty) częścią trzecią.

EA Black Box najlepiej pamiętamy za część Pod Przykrywką - tego, co miało przypominać Najmocniej Poszukiwanego i duet Podziemniaka, a wyszedł twór jakości nieprawdopodobnie gównianej, który zaczerpnął ze swoich wspaniałych poprzedników nazwę i wszystkie błędy, jakie tylko mógł. Nie można mu jednak odmówić pewnego rodzaju uroku, gdyż mimo wszytko był tworzony przez ludzi odpowiedzialnych WŁAŚNIE za ww. części, a także za Węglon, Gorący Pościg 2 oraz Zawodową Ulicę.

Pracę przy Pro Streecie zły elektronik trzymał w tajemnicy przed gawiedzią przez krótki czas, zaś po jej ogłoszeniu minęło niecałe pół roku i gra się narodziła w listopadzie 2007 roku na wszystkich ówcześnie dostępnych platformach (a nawet na telefony z Symbianem). Tytuł legendarny z uwagi na wiele negatywnych wypowiedzi zarówno ze strony recenzentów oraz społeczności graczy, którzy wykrakali koniec dobrych czasów NFSa. No i nie wolno zapominać, ze to ostatni pecetowy NFS na płycie CD oraz bezczelnie pominięty w GameRangerze pomimo posiadania trybu LAN. Ale co takiego złego jest w tym tytule, że mleko kiśnie, dzieci dostają wrzodów i nie rosną,a sąsiad wierci se w ścianie o w pół do dwudziestej w niedzielę? Niestety najwyraźniej wszystkie moje egzemplarze (no może poza tym na PS2 gdzie gdy robiłem walkę z bossem trasa postanowiła mi się nie wczytać pół kilometra przed metą) zostały poddane egzorcyzmom więc nie wiem. To dobra ścigałka jest a nie omen zagłady.

Po uruchomieniu gry i przeczekaniu loga EA oraz krótkiego, acz nijakiego inra zostajemy przywitani ekranem tytułowym z logiem tej wyścigowej epopei oraz, jeśli gramy na PS3 uświadczymy adnotację o trybie HD. W Xboxie takiej adnotacji nie ma z uwagi na fakt, iż dokonano malwersacji przy okazji Most Wanteda, który miał tekstury wyższej rozdzielczości oraz włączone więcej dodatkowych wodotrysków niźli wersja PC, to po pierwsze. Po drugie to i tak ma niewiele wspólnego z rzeczywistością, gdyż między Bogiem a prawdą i tak to cięzko zauważyć zważywszy na fakt jazdy głównie przez pustkowia albo zamknięte tory wyścigowe. Bardziej zauważalne są róznice przy edycjach na PS2 i Wii, ale do tego dojedziemy w swoim czasie.

Gdy już przeklikamy wskazany przycisk odpowiadający za start naszym oczom ukazuje się menu główne złożone z kolorów szarego, czarnego oraz limonkowego niczym buty rurkowej mafii. Do dyspozycji mamy standardowe tryby NFSa, czyli Kariera, Dzień Wyścigów, Szybki meczyk będący multiplejerem, Liderborda, EA Nations ( taki autolog w wersji pre alfa), Opcje, wybór profilu no i wyjście. Mówiłem o trybie LAN, co nie? To w wersji vanilla go nie ma - ale w którymś tam paczu jest więc git malina.

Tryb kariery będący creme de la creme jest tutaj naprawdę ciekawie zrealizowany z kilku powodów. Największa zmianą w stoaunku do poprzednich części jest to, że bez względu na to jak byśmy naszego profilu nie nazwali, to kierujemy poczynaniami jegomościa o godności Cooper Ryan. Historia przedstawiona w grze nie jest zła - toż to zaledwie kilka wstawek filmowych o tym, jak to nasz gieroj przyjeżdża se na promocję a emo z Evo X go disuje. Na szczęście protagonista ma to gdzieś i go zlewa, ale przysięga sobie, że się zemści i pojedzie skopać jemu oraz jego koleżkom pupale. Na drodze do zwycięstwa pomagać mu będą wierny aż do końca komentator oraz wysłużony Nissan 240SX z całkiem ciekawym malowaniem, którego sprzedamy przy najbliższej okazji. Dosłownie chwilę przed naszym inauguracyjnym rajdem dookoła krótkiego toru dokonujemy pierwszego poważnego wyboru, a mianowicie niezaawansowania pomocy przy prowadzeniu zakamuflowanego jako poziomy trudności. I bez różnicy, czy wybierzesz każuala czy kinga, albowiem te ułatwienia i tak pozostają nadal włączone. Dopiero interwencja w opcjach pomaga w przywróceniu niekontroli nad pojazdem - i za to twórcom należy się plus! Dlaczego? A jaki styl jazdy panuje wśród NFSowych zapaleńców - bez hamulców po bandzie.Tutaj taka taktyka kończy się najpierw boleśnie, po czym frustracją z uwagi na zaimplementowanie faktycznego modelu uszkodzeń, gdzie lekkie stuknięcie powoduje uszkodzenia, zaś dzwon kasuje furę. Za naprawę trzeba zapłacić poprzez kupon w dwóch formach (które można se kupić za kaskje) lub gotówką. To może jak zrestaruję wyścig, to nic nie zapłacę? A wuj - przed restarem dostajemy informację o uszkodzeniach naszej furmany i musimy, zgadliście, zabulić za naprawę - i za to daję kolejny plus. Tym oto sposobem wyjaśniłem dlaczego było tyle negatywnych ocen - nie że fizyka jazdy jest do de (bo nie jest), że nie ma trybu swobodnego kursowania po mieście, czy że to legalne wyścigi a prawdziwi mężczyźni to tylko w nocy na ulicy sprawdzają kto ma większego mocarza. Gdyby jednak nasi (i nie tylko) wspaniali recenzenci ukończyli pierwsze zawody Battle Machine, to dowiedzieiliby się, ze Super Promotion umożliwia dodawanie kuponów za darmo. No i że nie trzeba było przy pierwszym wyścigu reperować se samochodu co chwilę za kupony, by później dowiedzieć się, że można było wydać 0$ za usługę poklepania po bagażniku dzierżawionego samochodu nagrody.

Odnośnie trybów wyścigowych, to mamy ich troszkę - Grip będący klasą wyścigowa po zamkniętym torze, Drift czyli pączkowanie na betonie, Drag do nieprawdopodobnego palenia gumy oraz Speed Challenge będący wariacją sprintu, tyle że na bardziej prostej drodze przy prędkościach kosmicznych. Do tego każdy z nich ma co najmniej dwie dodatkowe odmiany, przy czym najbardziej obfity jest standardowo Przyczepnościak. Na pewno na nudę narzekać nie można. Co najważniejsze każdy wyścig możemy przytrenować, co by od razu nie zginąć na pierwszym zakręcie - finansowo rzecz jasna.

Przed niemalże każdym wyruszeniem na dzień wesołego brumczenia musimy zebrać drużynę. I tu trafiamy na kolejny, w moim mniemaniu ciekawy pomysł - jeden wóz na jedną dyscyplinę plus zastępowy. Po zakupie jednej z prawie 70 w większości skopiowanych z poprzednich odsłon i kilkunastu dodanych maszynek wybieramy dla naszego nowego nabytku kategorię, w której ma brać udział. Jedyna dyskryminacja pada przy wyborze rumaka do Driftu, a tak to hulaj dusza i piekła nie ma. Chcesz być fajny i driftować Stingrayem - prosz. Chcesz rozbijać się przy prędkości 340 km/h w Corolli - nie ma sprawy. A może dobrym będzie jazda w Dragu czymś takim ja McLaren F1 i dostać sromotny wpierdziel od Civica po tuningu? Ta gra daje Ci - drogi graczu - to wszystko i jeszcze więcej! Nowy i ulepszony autosculpt pozwala na wejście w magiczny świat spoilera wielkości Ajfela, paskudnie podziurawionej maski oraz niewidocznych felg. na dokładkę mamy warsztat części mechanicznych w wersji quick i adwans oraz lakiernię, gdzie możemy dokonać ostatecznej profanacji na dobrym guście przy użyciu różnej maści wykrzywionych i powiększonych naszymi ręcyma naklejek oraz farb z tysiąca i jednego koszmaru. Tak w skrócie to kolejny plus.

Imprezy w grze są też ciekawie zorganizowane , każda różni się wystrojem tras ( i ich doborem), konkurencja oraz muzyką przygrywającą w tle.Nie zabraknie nam również najlepszego No Nejm komentatora, który mimo w pewnym momencie powtarzalności, to dodaje smaczku grze. Przykładowo mówi co innego, gdy wjeżdżamy na zawody Skylinem, a urządza se jawne podśmiechujki z ciężko zakupionego za darmo Seata jakiegośtam (zresztą jedynego w grze reprezentanta tej marki). Naszym celem na każdym zlocie petrolhedów jest, poza zajęciem konkretnego miejsca dominacja schadzki - za połowiczna dostajemy nagrodę niespodziankę jedną z pięciu, za koronę zaś jedną z czterech - śa to kupony napraw, części do obecnej drużyny pierścienia, kasa albo darmowy furgon. Można też zabrać swoje cztery litery we siną dal jak się nam nie podoba, że przegraliśmy w pierwszym boju na 1/4 mili, bo nasza fura ssie i w ogóle nie chcę grać. W zależności od zdobytego miejsca (od 1 do 4/6/8), poziomu uszkodzeń i pobicia wyznaczonego czasu/prędkości otrzymujemy punkty oraz gotówkę. Co oznacza, iż można wygrać 2 (słownie dwa) wyścigi z np. 6 by ukończyć dany dzień i go zdominować.

Teraz powinienem wspomnieć coś o grafice, ale mi się nie chce więc zapraszam do oglądnięcia gejmplejów. W skrócie - nie ma efektu bloom ustawionego na miliard, obraz jest ostry, wyraźny, tekstury są w wysokiej rozdzielczości (poza PS2/Wii gdzie mamy LoD minimum co oznacza bardziej ubogą w dodatki trasy, no i komputer z wiecznym alchajmerem do ustawień), samochody piękne, pęknięcia na drodze piękne, knurzasty balon również. A dźwięk - też piękny, no prawie. EA jak zwykle dobrało świetny soundtrack.

A co z minusami tej produkcji? Bo inni to tak narzekali, że łojezu - no są takie małe tegesy.
Jak choćby mało urozmaicone trasy - nie są złe, ale takie za proste jakieś. No i A bez I w wyścigach grip - jadą tak wolno, ze można ich zdublować bez większego wysiłku. Dorzućmy do tego chęć zmiany trybu przeznaczenia rajdówy i możemy powiedzieć aliwederczi malowanie. Ale największym minusem jest, uwaga, brak widoku z kokpitu! Na fizykę nie narzekam - każdy samochód prowadzi się inaczej - nawet jeśli do standardowego copy paste dorzucili 2 tony cegieł i przyczepili sznurek do przedniej osi by niewidzialny zwierz czy inne ufo ciągnął moje cudo - jeździ się tak całkiem git. Albo akcja z konsolami, gdzie był patch dający nowe fury i trasy for fri, po czym IEJ wycofuje go i daje wózki za opłatą jako dielsi. Niestety są też i poważne błędy jak choćby ten wspomniany gdzieś tam hen hen wyżej przy okazji wersji PS2 - zresztą pierwszej jaką posiadałem i pomimo długiego czasu ładowania plansz, statycznych teł czy straszliwie czasochłonnego i mozolnego klejenia vinyli to i tak jest super.

Szczerze mówiąc jak na grę sklejoną w przeciągu roku czy półtora jest ona genialna i ma w sobie to, czego nie mają te nowsze NFSy - klimatu. Samochody przeciwników są ładnie zaprojektowane i stuningowane, trasy obfitują w pierdółki miłe dla oka, publiczność czasem i pobuczy, zaś w tle przygrywa wesoło muzyczka przy akompaniamencie peanów naszego opiekuńczego Didżeja. Każda promocja wyżej to wielkie wydarzenie i przypominajka o tuningu naszych pożeraczy szos, zaś każdy zdominowany dzień jest tylko dzięki naszej ciężkiej pracy. No i naszego pastowanego kabana.

Posłowiem - Need for Speeda Pro Streeta polecam, bo po prostu jest świetną produkcją bez względu na to, czy na konsoli, czy na pececie. I chociaż mógłby być jeszcze lepszym niż jest i może otrzymalibyśmy jeszcze więcej tras (patrz na tą fajna wstęgę autostrady, która niestety nie dostała szansy na jej ukończenie) i pojazdów (vide ukończony model Lancii Delty), model fizyki uległ by udoskonaleniu na bardziej realistyczny, czy dodaniu tego widoku z kokpitu. A tak z uwagi na gawiedź jęcząco - pierdzącą o Undergrounda 3 EA postanowiło dokumentnie zapomnieć o swoim świetnym dziecku i założyć zdjęte niedawno homonto z powrotem na barki EA Black Box, by dostarczyć nam to, co krasnoludek dostanie po mleczku i kiszonym ogóreczku.
  • 0

DatAss
Avatar użytkownika
Łowca
 
Posty: 37
Dołączył(a): 16 maja 2016
Reputacja: 0
Płeć: Mężczyzna

Re: W co graliście i polecacie/odradzacie?

Postprzez Ejdrien. » 11 wrz 2019, o 21:08

Obrazek


Nie umiem pisać za bardzo recek, także postaram się naskrobać parę zdań chociaż na temat gierki.

Gierkę kupiłem kiedyś na bazarze chyba za ~1zł, była bodajże w którymś monthly.
W grze mamy jakąś tam fabułę, ale szczerze nie zagłębiałem się w nią. :trollface:
Ale jeśli macie ochotę pograć w jakiegoś oldschoolowego shootera, to powinniście zainteresować się tą pozycją.
Dobra muzyka, zróżnicowane lokacje, fajne bronie, w miarę dobre odgłosy broni, ciekawie zaprojektowani wrogowie. Płaczące dzieciaki inspirowane noobami z gier multiplayer na jednym z poziomów, to po prostu cudo :E
Gra jest na parę godzin, o ile nie zdecydujecie się na zaliczenie paru dodatkowych aczivów.
Znalazłem jedynie dwa minusy:
- miecz, który zdobywany w późniejszej fazie gry, potrafi spowodować spadek fpsów o kilka klatek,
- czasami można się zgubić, bo nie wiadomo co dokładnie zrobić.

Podsumowując, warto poświęcić parę godzin, żeby się trochę zrelaksować chociażby.
  • 0

Obrazek

ObrazekObrazek
Ejdrien.
Avatar użytkownika
Predator
 
Posty: 570
Dołączył(a): 14 maja 2017
Lokalizacja: Jarocin
Medale: 2
500 (1) 1000 (1)
Reputacja: 14
Płeć: Mężczyzna

Re: W co graliście i polecacie/odradzacie?

Postprzez Angrenbor » 12 wrz 2019, o 16:03

Ejdrien. napisał(a):
Obrazek

W grze mamy jakąś tam fabułę, ale szczerze nie zagłębiałem się w nią. :trollface:

No to pozbawiłeś się najważniejszego i najlepszego aspektu gry. Gameplay jest miejscami drętwy ale to fabuła trzyma całość.
  • 0

Angrenbor
Avatar użytkownika
Hitman
 
Posty: 1059
Dołączył(a): 10 kwi 2013
Medale: 4
500 (1) 1000 (1) 2000 (1)
3000 (1)
Reputacja: 36
Płeć: Mężczyzna

Poprzednia strona

Powrót do O grach ogólnie

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Bing [Bot] i 1 gość