X

«

»

Świat abandonware’u i jego „upadek”

4GxCzzFŚwiat pędzi bezlitośnie do przodu. W kioskach nie znajdziemy już komiksów wydawnictwa TM-Semic, które dla fanów tego medium dzisiaj są swoistym symbolem, czy wręcz “artefaktem”. Na próżno w większości przypadków szukać dziś w sklepach gier w okazałych, kartonowych pudełkach z konkretną instrukcją. Coś specyficznego stało się również z innym “segmentem” rozrywki – a mianowicie serwisami abandonware. Sam z pewnego rodzaju zdziwieniem uświadomiłem sobie jakiś rok temu, że przecież gdybym cofnął się pamięcią jakieś 6 lat wstecz, znalazłbym całą masę tego typu “przybytków”, tętniących życiem. A teraz? Ani się specjalnie na to nie zagląda, a nawet jak się zajrzy… No cóż, zachęcająco to nie wygląda. Przyjrzyjmy się zatem temu przypadkowi.

Najpierw jednak kilka słów o samym abandonware. Pojęcie to specyficzne, bo dość umowne i nieistniejące w sensie prawnym. Chodzi tu o oprogramowanie „zapomniane”, czyli już dość wiekowe i niewspierane dalej przez producenta czy jego „następców”. Gier w takiej specyficznej sytuacji można było trochę znaleźć. Problem w tym, że często nie dało się ich już kupić poza pojedynczymi egzemplarzami na aukcjach (gdzie potrafiły osiągać, i osiągają zresztą do dziś, dość zawrotne ceny). Czasami mówi się, że abandonware to w sumie taka „szara akceptowalna strefa prawa” – mija się to z prawdą, bo prawnie rzecz ujmując, całe to udostępnianie starych gier w sieci jest piractwem ze względu na naruszanie praw autorskich, które póki co nie wygasły w stosunku do żadnej gry(tak to przynajmniej wygląda w przypadku większości państw posiadających uregulowania prawne dot. tychże praw). Czemu zatem w praktyce ten proceder wypalił i dało się zauważyć powstające co i rusz serwisy abandonware’owe? Doszło do rozbieżności między sferą „prawną” a „praktyczną”. Producenci(bądź ich „następcy”) nie przejawiali jakichś nadmiernych pretensji wobec tego typu serwisów, ze względu na fakt, iż nie powodowało to dla nich strat finansowych (bo i tak tych tytułów nie sprzedawali). Zdarzały się wyjątki, ale zazwyczaj w takich sytuacjach admini serwisów abandonware zachowywali się koncyliacyjnie i usuwali „sporne” tytuły. Zdaje się, że w pewnym sensie była to również „gra wizerunkiem” prowadzona przez producentów, którzy nie chcieli być postrzegani jako  odpowiednik „psa ogrodnika”. Koniec końców, wokół serwisów abandonware’owych narastały całe społeczności graczy, którzy wciąż odpalali stare tytuły – z sentymentu, z braku „tego czegoś” w nowych grach, bądź z jeszcze innych powodów. Mimo że, jak już wspomniałem, różnica między serwisami abandonware’owymi a warezowymi była czysto umowna i „pragmatyczna”, pod względem prawnym takiej różnicy nie było (i nie ma nadal).

Skończyło się

Tak było jeszcze kilka lat temu. Dzisiejsza przebieżka po abandonware’owym środowisku przynosi zupełnie inne obserwacje. Jeden z najsławniejszych serwisów anglojęzycznych, Home of the Underdogs, chyba jakieś 3-4 lata temu stracił całą swoją „bazę” gier. Po pewnym czasie powstały dwa serwisy (działające niezależnie), które nawiązywały do poprzedniej edycji, jednakże żaden z nich po dziś dzień nie „przywrócił” bazy gier. Na forach może jeszcze nie „hula wiatr”, ale widać, że życie na nich prawie całkowicie wymarło. Inny z kolei, zwany dość specyficznie „abandonware frenchkiss” po prostu padł i nie doczekał się żadnego spadkobiercy. Podobnie stało się zresztą na polskim podwórku – jeden z niegdyś najbardziej znanych, stare gry, już od prawie roku nie funkcjonuje, inny z nich, którego nazwa była akronimem od „old PC games”, pozostawił co prawda jeszcze stronę, ale całkowicie dysfunkcjonalną, z dość niedawno wyłączonym forum (prawdopodobnie ze względu na fakt, że jedyną formą przejawianej tam „aktywności” był rozsiewany po wszystkich tematach spam).
Skłamałbym, gdybym stwierdził, że już tych serwisów nie ma. Wciąż są, i niektóre (zarówno pod względem funkcjonalności, jak i forów) działają. Niewykluczone zresztą, że i ich dni są policzone. Cóż może być przyczyną tego, że niegdyś tak żywa „cząstka internetu” dziś wymiera?

Czas jest bezlitosny.

Przyczyn jest, jak to w życiu bywa, kilka. Jedna z nich to pewnego rodzaju „wymiana pokoleniowa” – osoby zagrywające się niegdyś w „abandonware’owe” tytuły dzisiaj podorastała i siłą rzeczy skupiła swoją uwagę na innych sprawach (choć pewnie wciąż czują mocny sentyment do tytułów sprzed lat ;)) A nowe pokolenia-cóż, nie wypełniły luki po poprzednich, bo po prostu nie czuły tego „sentymentu” do tytułów, które nie były czymś ważnym w ich dzieciństwie/młodzieńczych latach/początku kariery graczy itd. Dla tych młodszych graczy „starociem sprzed lat” jest Half-Life 2 i Doom3, a co za tym idzie – nie potrafią oni (zazwyczaj) zrozumieć naszego zamiłowania do drugiej części „hirołsów”, Teenagenta, Warcrafta II czy innych leciwych tytułów. Widać tutaj zresztą sporą umowność w zakresie tego, co uznajemy za klasykę – w dużej mierze zależy to od optyki jednej z wielu społeczności graczy. Ważne-społeczności, nie pojedynczych internautów-okazuje się, że jednak potrzeba pewnego zbiorowego consensusu, aby przyznać danej grze zaszczytne miano „klasyka”.

Sprzedajmy to jeszcze raz

Na zmianę wpłynęły również takie serwisy jak gog.com czy jego pomniejsze „mutacje”, jak dotemu. Stare gry po prostu wróciły do obiegu sprzedażowego – opakowane DosBoxem czy też rozmaitymi „patchami” przystosowującymi do działania na nowszym sprzęcie. Dla niegdysiejszych abandonware’owców pozostaje jedynie nabyć wybrane tytuły sprzed lat na takim właśnie serwisie. I  coś czuję, że znaczna część dyskutantów z Underdogsów czy innych frenchkissów po prostu przeniosła się na forum gog-owskie, tam dyskutując namiętnie o bohaterach minionej epoki. Nie jest to oczywiście rozwiązanie bez wad-wystarczy porównać sobie ofertę naszego nadwiślańskiego „klasyko-sprzedawcy” (szczególnie jeśli odejmiemy od rachunku  nowsze gry indie) z zasobami abandonware’owych serwisów. Paradoksalnie, może to jednak przydać żywotności gog-owi   – każda (no, powiedzmy że prawie każda) premiera to swego rodzaju mini-event, do tego dochodzą różnego rodzaju akcje promocyjne, ankiety-cały czas coś się dzieje. A na serwisach z „zapomnianymi” grami zazwyczaj zaczynało się od wrzucania sporej ilości tytułów, potem w miarę regularnych update’ów, aż do momentu, kiedy zaczynały się problemy z serwerem, bądź znalezieniem sensownych pozycji do dorzucenia. Żeby zaś strona mogła się rozwijać, potrzeba, żeby coś się na niej działo-po pewnym czasie ciężko było o jakieś innowacje.

Nowi producenci

Na sentymencie jednakże nie można jechać wiecznie – w końcu nawet najbardziej lubiany tytuł potrafi się z czasem znudzić. Niszę wyczuli producenci niezależni – tak oto doszło do zalewu „rozpikselowanych” indyków. Jakkolwiek sporo z nich nie oferuje zbyt wiele, to na przestrzeni ostatnich kilku lat doszło już do ugruntowania pozycji pewnych „nowych klasyków”, takich jak Super Meat Boy, Gemini Rue czy też Braid. Dla marzących o powrocie do starych, dobrych czasów  taka opcja jest niezwykle kusząca – sądząc po dość niezłych wynikach sprzedaży, można mniemać, że jest to segment wart zagospodarowania. Oczywiście jest to jedynie czysta spekulacja autora-ciekawym byłoby z pewnością badanie, w którym możliwe byłoby zweryfikowanie struktury „wiekowej” nabywców tego typu tytułów.
Chyba w pewnym sensie niszę wypełniają również rozmaite remake’i i powroty bohaterów sprzed lat (kto spodziewał się, że Duke Nukem Forever w końcu wyjdzie?). Z ich jakością bywa różnie (również forma nieraz odbiega mocno od pierwowzoru, vide Syndicate), ale nie da się ukryć,że stanowią swego rodzaju „pomost” między pokoleniami.

Co dalej?

Jak wspominałem, nie wszystkie serwisy abandonware’owe wymarły, ale ich funkcjonowanie opiera się właściwie tylko na silnej społeczności forumowej, która (mniej lub bardziej skutecznie) dodaje tego typu stronom „życia”. Na takiej „kroplówce” mogą one jednak długo nie pociągnąć… Problemów z dodawaniem nowych tytułów nie mają za to niektóre serwisy (co ciekawe, głównie te o wschodniej prominencji), które w niewielkim stopniu przejmują się kwestią praw autorskich czy też tego, że niektóre starocie wciąż są w sprzedaży. Nowe gry pojawiają się tam co jakiś czas, w tym również taki „bezpardonowy warez” jak Diablo II czy Half-Life. Ciężko jest jednoznacznie wyrokować, czy tego typu serwisy wymrą całkowicie – bądź co bądź, w sieci aż roi się od tytułów rzeczywiście „zapomnianych” , czyli mniej znanych gier z całych „przestrzenii” lat 80-tych i 90-tych, których producenci gdzieś się “zapodziali” i mimo utrzymywania się praw autorskich brakuje osoby, która byłaby obecnie za dany tytuł odpowiedzialna. Zapewne niejednemu serwisowi abandonware’owemu takie tytułu mogłyby dodać wigoru i uczynić go ciekawszym(pomijając fakt, że byłoby to nielegalne – ot, paradoksy prawa autorskiego). Sęk w tym, że potrzebne są również pieniądze potrzebne na tak „prozaiczne” sprawy jak serwer, a nie oszukujmy się, darowizny od „fanów” zbyt często się nie zdarzają. No i pewna doza czasu i poświęcenia, a tego pierwszego z wiekiem raczej nie przybywa. Jak będzie? Zobaczymy, aczkolwiek na obecną chwilę jestem dość sceptyczny co do przyszłości tego segmentu internetu.

kal3jdoskop

  • mru

    ech nie czytam tego, bo tylko się zdołuje upływającym czasem – już ten 1 obrazek spowodował że się łezka w oku zakręciła 😉

  • Liga

    Imo to wlasnie gog. W abandonware bawia sie ludzie z sentymentem, a tacy sa sklonni wydac kilka $ zeby miec oryginal.
    Ps. Jak wyraz angielski konczy sie na samogloske to odmienia sie go po ‘ (abandonware’u).

  • Ciekawy artykuł. Ja w domu mam jszcze oryginalne pudełko z dyskietkami, instrukcją, kartą kodów z “Rexem Nebularem and the Cosmic ender Bender” od IPS Computer Group… Ale jak ja to odpale na swoim lapku… Na GOG nie ma tej gry od MicroProse niestety… 🙁

  • totalizator

    Ja jakoś nie żałuję. To i tak w większości były strony gdzie chodziło tylko o kasę. Podejrzewam, że spora część osób ściągająca do niedawna tzw. abandonware bardzo chętnie od ręki kupiłaby te tytuły od ręki gdyby była taka możliwość. GOG pojawił się w samą porę i wydaje mi się, że robi dużo więcej niż “opakowywanie gier DOSboxem”. Katalog póki co skromny, ale nie o to chodzi żeby w jednym miejscu zgromadzić wszystkie gry świata.

  • kal3jdoskop

    @totalizator-co do przystosowywania gier GOG-owych-zgoda aczkolwiek w przypadku DOS-owych tytułów jednak przystosowanie ich do działania zazwyczaj polega na “opakowaniu” w DosBox-a 🙂 Wiadomo, że nie chodzi im o zgromadzenie wszystkich gier jakie są – bo powiedzmy sobie szczerze, o ile jakieś stare platformówki czy turówki nawet dzisiaj dają radę, o tyle np reaktywacja pierwszej części DarkSeed mogłaby się okazać mało rentownym rozwiązaniem, choćby ze względu na głupi mechanizm ograniczenia czasowego, który dzisiaj jest po prostu irytujący i niestrawny (choć sama fabuła jest naprawdę porządna). Nie wiem natomiast za dużo na temat aspektu “zyskowego” serwisów abandonware, mógłbyś trochę przybliżyć mi tę kwestię? Bo przyznam, że jestem w niej nieco zielony 😛

    • Loktarus

      Koledze @totalizator chodziło pewnie o to, że strony czerpały dochody z dużej ilości reklam które się na nich wyświetlały.

    • Raffael

      Taki Darkseed bardzo sprawnie działa na Dosboxie bez większych kombinacji, tak jak większość dosowych gier. W razie problemów można się zawsze wspomagać nakładkami graficznymi typu D-Fend Reloaded, które posiadają predefiniowane ustawienia dla wielu tytułów.

      Co do GOGa to naprawdę świetna inicjatywa, tylko ceny ciut za wysokie.