X

«

»

Nie wszystko złoto co się świeci. Magical Time Bean i jego dorobek growy.

Zalew gier indie od różnych pomniejszych producentów (częstokroć owe nowe studia składają się z jednej bądź kilku osób) jest zjawiskiem zauważalnym nie od dziś. Niestety, w zalewie tandety często mogą umknąć uwadze prawdziwe perełki, którym dodatkowo nie sprzyja fakt, iż wciąż nie są dostępne na jednym z najpopularniejszych kanałów e-dystrybucji gier-mowa tu rzecz jasna o Steamie. Nie czas i miejsce jednak, żeby zżymać się na politykę doboru gier rzeczonej platformy. Zamiast tego chciałbym w tym krótkim artykule przedstawić dorobek jednego z producentów, który szczególnie ujął mnie swoimi ciekawymi i niebanalnymi tytułami. I tak oto na scenę wchodzi studio będące autorem dwóch części Soulcastera oraz platformówki Escape Goat- Magical Time Bean!

 

O samym studiu słów kilka

 

Nie wiedząc jeszcze czegoś więcej na temat osadzonego w amerykańskim Berkley MTB myślałem, że napiszę tutaj co nieco o zespole, a okazuje się, że wszystkie wspomniane gry stworzył jeden człowiek-Ian Stocker. Swoje pierwsze kroki w świecie elektronicznej rozrywki stawiał już w 2002 roku, będąc projektantem oprawy dźwiękowej i muzycznej* dla tytułów tworzonych na ówczesne handheldy. Był to dość długi okres w karierze założyciela MTB, bo trwający aż 8 lat, do 2010 roku. Wtedy to podjął decyzję o rozpoczęciu samodzielnej twórczości. Jej owocem jak do tej pory były wspomniane już dwie części Soulcastera oraz Escape Goat. Początkowo gry ukazały się na platformie XBLA, ale mniej więcej w obu przypadkach po upływie roku ukazały się również na PC-ty.

 

Gry-tylko trzy, ale za to jakie!

 

Szczególnie ciekawe wydają mi się początki Soulcastera. Ian Stocker przyznaje się do inspiracji takimi tytułami jak Soulblazer, Gauntlet czy nawet…Final Fantasy. I daje się odczuć te inspiracje w mniejszym bądź większym stopniu. Tutaj jednak dodano pewien detal, który w efekcie dał tak ciekawą grę-a mianowicie mechanizm przywoływania walczących po naszej stronie pomagierów, co miało być zapożyczeniem z popularnego gatunku tower-defense. Żeby jednak inspiracja Gauntletem nie stała się przysłowiowym gwoździem do trumny, twórca musiał uporać się z dość prostym mechanizmem podążania wrogów za bohaterem, który we wspomnianym już Gauntlecie czy też nieco nowszym Get Medieval prowadził do takich kuriozów, jak bezsensowne napieranie wrogów na ściany, gdyż w linii prostej była to najkrótsza ścieżka do animowanej przez gracza postaci. Nie wdając się w szczegóły techniczne, powiem tylko, że oba Soulcastery spisują się wzorowo pod tym względem.

Ze względu na wspomniany już wątek rozgrywki z przywoływaniem postaci, całkiem trafny wydaje mi się tytuł Soulcaster. Początkowo jednak gra miała nazywać się inaczej-rozważano tytuł Tarchon albo… Dungeon Destruction Spirits Master. Nie muszę chyba mówić, dlaczego drugi z nich został odrzucony. Pierwszy zaś, po namyśle ze strony twórcy, nie za bardzo się z czymkolwiek związanym z grą kojarzył-prędzej wywoływał skojarzenia z gatunkiem powiązanym ze science-fiction (nie bez powodu zresztą, wystarczy wspomnieć o dość podobnie brzmiącym tytule innej gry, Tachyon:The Fringe, rozgrywającym się w kosmosie).

Dość jednak o „kuchni” w MTB, pora rzec kilka słów o tym, dlaczego tak bardzo spodobały mi się gry pana Iana Stockera?

 

Pomysł, pomysł i jeszcze raz pomysł!

 

Przede wszystkim podoba mi się w dorobku Magical Time Bean podejście do gatunku tworzonych gier-a więc mieszanie gatunków, ale z głową i to w dość oryginalny sposób. Oba Soulcastery są najlepszym dowodem-nie tyle jest to bowiem tower defense, co zręcznościówka zmieszana z pewnymi zasadami gier typu TD, do tego przyprawiona szczyptą crpg-a (skromną, ale jednak). Penny Arcade określiło wręcz pierwszego Soulcastera jako… krzyżówkę Bomber-mana z grą tower-defense. I muszę przyznać, że nie jest to wcale nietrafiona opinia. Obie części tej gry są pozbawione pewnej stałej cechy większości TD-ków, a mianowicie statyzmu, przez który zresztą odrzuciły mnie (dość szybko) takie tytuły jak Unstoppable Gorg czy Defense Grid:Awakening. Tutaj sam „punkt krytyczny” do bronienia, czyli animowany przez gracza mag, jest ruchomy i aktywny. I już dzięki temu drobiazgowi, mamy do czynienia z dość istotnym „przewróceniem” koncepcji tower-defense.

Być może Escape Goat nie jest już tak znaczącym „wywróceniem” konwencji (bowiem skrzyżowanie platformówki i gry logicznej nie jest czymś nowym), ale i tak autorzy dali tutaj mocno do pieca-w jakiej innej grze sterujemy bowiem… fioletową kozą, osadzoną w lochu za czarnoksięstwo? Jest to zresztą żartobliwe nawiązanie do praktyki, którą dało się zauważyć u sądów nawet w czasach nowożytnych, polegającą na sądzeniu zwierząt za różne przestępstwa (w tym również za czary, jeszcze do XVIII wieku uznawane za przestępstwo). A i towarzysz naszej kozy jest dość nietypowy-jest to bowiem gadająca mysz, która ze względu na swoje rozmiary potrafi dostać się do miejsc, gdzie koza nie sięgnie. A na niektórych planszach zyskuje jeszcze specyficzną zdolność teleportacji, polegającą na zamianie miejsc kozy i myszy(jeśli jest to możliwe).

Równie istotnym elementem stanowiącym o dużej sile przyciągania tytułów Magical Time Bean jest oprawa muzyczna. Widać znaczące inspiracje czymś, co można by określić „snes-owym** fantasy”. Bez tak wyróżniającej się oprawy muzycznej wszystkie trzy gry MTB bardzo dużo by straciły. Nie potrafią oddać tego słowa, dlatego zachęcam do odwiedzenia strony twórcy i zapoznania się z soundtrackiem.

 

Czekam na więcej!

 

Jeśli ktoś jeszcze nie zapoznał się z dorobkiem omawianego studia, bardzo polecam spróbowanie którejś z wymienionych wcześniej gier. Ja przeszedłem je już jakiś czas temu(niestety, nie są one zbyt długie, ale to jedna z ich nielicznych wad) i z niecierpliwością czekam na nowe tytuły od MTB. Ze względu na jakość Soulcasterów i Escape Goat cieszy fakt, że autor pracuje obecnie nad kontynuacją jednego z nich-ale jeszcze nie zdradza którego, gdyż chce zaczekać ze szczegółami do momentu, kiedy będzie mógł się podzielić kilkoma konkretnymi screenshotami, obrazującymi w wymierny sposób efekty prac. Warto w tym miejscu dodać, że nie będzie to już praca jedynie w wykonaniu Iana Stockera-do zespołu dołączy bowiem programista, który zajmie się najbardziej skomplikowanymi częściami kodu gry, oraz nowy grafik. Ufając w zmysł growy Iana Stockera, wierzę że będzie to równie ciekawy tytuł co dotychczasowe, a do tego jeszcze bardziej rozbudowany i dopracowany pod względem technicznym. Pozostaje tylko czekać!

kal3jdoskop

 

P.S..I would like to thank Ian Stocker for answering for my e-mail, where I was asking a couple of questions about Magical Time Bean. Thank you Ian, without your help this article would have been less interesting. I’m also wishing you success in creating new games. Without Soulcaster and Escape Goat the world of indie games would be poorer. Best wishes Ian!

 

 

*wprowadzam tu rozrónienie ze względu na fakt, iż sam Ian Stocker wyróżnia tu swoją rolę jako „kontraktowy twórca muzyki” (contract musician) oraz jako „projektant dźwięków” (sound designer)

**SNES, czyli Super Nintendo Entertainment System, 16-to bitowa konsola firmy Nintendo, wydana w 1990 roku, w Europie doczekała się premiery dwa lata później