X

«

»

Obsidian Entertainment – artyści czy rzemieślnicy? (globoos)

Obsidian Entertainment zostało założone w 2003 roku przez uciekinierów ze studia Black Isle, które zostało zamknięte w związku z problemami finansowymi firmy Interplay. Choć ekipa ta zajmowała się jak na razie przede wszystkim dorabianiem kontynuacji do już istniejących produkcji, to i tak udało się jej wzbudzić całkiem sporo kontrowersji swoimi grami. Skupiając się bowiem często na fabule, nie do końca wystarczająco dużo czasu poświęcała na dokładne przetestowanie mechaniki czy beta testy. Ostatecznie wypuszczała produkcje zwykle zdobywające serca wielu fanów komputerowego erpegowania, odrzucające jednak rzesze graczy nieprzystosowanych do średnich technicznie tworów. Czyje racje są ichsze? Żeby się o tym przekonać, warto rzucić okiem w zakamarki obsydianowych kronik.

 

Dawno, dawno temu w odległej galaktyce…
 

Swoją oficjalną przygodę z rynkiem Obsidian rozpoczął, pozwalając graczom postawić buty na Dantooine (i wielu innych gwiezdnowojennych planetach) za sprawą Star Wars: Knights of the Old Republic II – The Sith Lords, będącej zresztą kontynuacją produkcji „zaprzyjaźnionego” BioWare’u. Gra została bardzo przychylnie przyjęta, zarówno przez recenzentów, jak i zwykłych „szarych obywateli”, głównie za sprawą wciągającej historii, interesujących postaci i questów na poziomie. Te zresztą elementy sprawiły, że w opinii pewnej (dość wąskiej) grupy graczy KotOR II jest lepszy od poprzedniczki. Niezależnie jednak od tego, jak rewelacyjnie ów tytuł wykorzystywałby potencjał uniwersum Star Wars, nie da się ukryć, że jest też mocno niedorobiony, co widać choćby w postaci fabuły prowadzonej momentami w pewnym pośpiechu czy braku ostatecznego szlifu. Wady te można jednak Obsidianowi wybaczyć, zwłaszcza, że jest to ich pierwszy tytuł. W końcu dalej powinno być tylko lepiej, prawda?

Powrót w Zapomniane Krainy

Jako, że jestem z natury złośliwy, odpowiedzi na zadane przed chwilą pytanie nie udzielę, choć jeśli zdołasz, drogi czytelniku, dotrwać do końca tego tekstu, to być może sam ją sobie wywnioskujesz 😉 W każdym bądź razie, Obsidian, być może dla potwierdzenia swojej bliskości BioWare’owi, podjął się próby stworzenia sequela innego hitu kanadyjskiego studia. Tym razem jednak, żeby zachować różnorodność, ze świata podróży między galaktykami i lotów TIE Fighterami zabrał nas w uniwersum, gdzie podróżuje się konno, a odstrzelić łeb wrogom można za pomocą nie blastera, a łuku. Mowa oczywiście nie o Baldur’s Gate 3, a „jedynie” o Neverwinter Nights 2. Tutaj już poprzedniczka, zrobiona klawiaturami BioWare’u, daleka była od ideału. Choć wprowadziła wiele innowacji do tryby multiplayer, niezbyt miło obeszła się z kampanią dla samotników, zmuszając ich do nieustannych, charakterystycznych raczej dla gatunku hack’n’slash, potyczek. Obsidian, usprawniając elementy wieloosobowe i dalej pozwalając fanom rzutów kostek na internetowe sesje RPG, wziął się też na porządnie za fabularną kampanię. I można ekipie Feargusa Urquharta przyznać, że wyszli z tego starcia z obronną ręką. NWN 2 co prawda korzystało z niezbyt wygodnego interfejsu, było słabo zoptymalizowane i zawierało sporo bugów, ale tryb single i tak fanom erpegowania dał wiele godzin rozgrywki na poziomie, odpowiednio „epicką” historię i bogaty rozwój postaci oparty na systemie D&D 3.5.

Prawie jak Planescape Torment

Korzenie z Czarnej Wyspy dały o sobie jednak naprawdę znać dopiero pod koniec 2007 roku, wraz z premierą niesamodzielnego dodatku do NWN 2 – Maski Zdrajcy. Rozszerzenie nie wnosiło za wiele do czystej mechaniki czy oprawy graficznej, nosiło więc też większość przywar oryginału. Siła tej produkcji stoi jednak gdzie indziej – Obsidian, jak nigdy wcześniej pod swoim nowym szyldem, skupił się na warstwie fabularnej, tworząc naprawdę wyśmienitą historię, szereg interesujących postaci i całkiem rozbudowane interakcje z nimi, pozwalając też na zwiedzenie zupełnie nowych dla serii obszarów. Miód na serca ludzi wyczekujących premiery gry przynajmniej zbliżającej się do wyśmienitego Planescape Torment i tamtejszych długich dialogów. Moim skromnym zdaniem, jest to najlepszy tytuł z całej biblioteczki Obsidianu. Rok później premierę miał też drugi dodatek do Neverwintera – Gniew Zehira. Trudno tutaj mówić jednak o jakichkolwiek zachwytach, gdyż w tym przypadku twórcy zaserwowali graczom jedynie powrót do mechaniki Icewind Dale’a, pozwalając nam zaopiekować się drużyną bohaterów już od samego początku, nie zawierając jednak w całości specjalnie interesującej historii.

Gracze wstrząśnięci, niekoniecznie zmieszani

Dwa lata trzeba było czekać na kolejną produkcję Obsidianu, dostaliśmy jednak za to nie tylko nową markę (w końcu!), ale i naprawdę świeże dla gatunku otoczenie. Alpha Protocol, bo o tej grze mowa, rzucał gracza po całym świecie każąc wykonywać mu wiele niebezpiecznych misji w roli szpiega, Mike’a Thortona. Tytuł dawał całkiem dużo wolności – zarówno w sferze czystej rozgrywki, jak i fabuły. W dialogach nieraz dane nam było decydować o losie innych osób, a i misje dało się wykonywać na różne sposoby. Można było rozwiązywać problemy zarówno niczym Rambo, jak i bardziej po kryjomu, omijając większość wrogów. Produkcja przypominała wtedy nieco Splinter Cella: Conviction, kładła jednak też silny nacisk na elementy RPG, wiążąc mechanikę z punktami zdobywanymi przez graczy podczas awansów na wyższy poziom. Takie podejście do szpiegowskiej konwencji przekonało wielu graczy (w tym autora tekstu 😉 ). Oczywiście jednak nie mogło być zbyt kolorowo. Wielu malkontentów miało dość słuszne pretensje dotyczące zwłaszcza oprawy graficznej, występujących gdzieniegdzie błędów i pewnej toporności gameplayu. Odbiło się to ewidentnie na ocenach wśród recenzentów, a więc i na sprzedaży. Obsidian swoją przygodę, jak na razie jedyną, z zupełnie nową marką, musi niestety zaliczyć do średnio udanych.

Witamy w New Vegas

Następną produkcją, nad którą pracował Obisdian, okazał się być Fallout: New Vegas. Na pierwszy rzut oka można by rzec, że to kolejny sequel cudzej marki – w końcu poprzednią odsłonę robiła Bethesda, i to ona ma prawa do marki. Ale seria i dwie pierwsze części zostały przecież stworzone za sprawą Black Isle – można więc rzec, że Fallout trafił z powrotem niemalże w ręce ojców (niemalże, bo jednak dawny oddział Interplay mocno różnił się składem od Obsidianu). I choć całość działała na silniku stworzonym przez Bethesdę, przejęła też od niego niemało niedoróbek (dorzucając jeszcze trochę swoich), nie wnosiła wielkich innowacji w samej mechanice w porównaniu do Fallouta 3, to jednak całość sprawia lepsze wrażenie. Fabuła w New Vegas jest znacznie bardziej interesująca, podobnie jak i dialogi czy masa questów, które wykonywać możemy „po drodze” – wielką zaletą zadań w grze jest też ich zauważalna nieliniowość, tycząca się zresztą całej produkcji.

Obleganie lochów

Jeszcze w tym samym roku Obsidian skończył pracę nad inną produkcją, będącą naturalnie sequelem cudzej marki. Tym razem mowa o hack’n’slashu, trzeciej odsłonie serii Dungeon Siege. Produkcja wzbudziła, tradycyjnie już, sporo kontrowersji, głównie wśród fanów poprzednich części. Zrezygnowano z pomysłu zarządzania drużyną, rozgrywka stała się też dość mocno przystosowana pod pada i warunki konsolowe, co odrzuciło wielu fanów serii. Stosunkowo duży nacisk (jak na ten gatunek) położono na fabułę, która okazała się być całkiem nieliniowa, zróżnicowanie postaci zapewniło sympatyczną rozgrywkę, do której motywowała też typowa dla gatunku pogoń za kolejnymi, coraz lepszymi, przedmiotami. I choć walki w grze były całkiem przyjemne, to jednak Dungeon Siege 3 nie przyniósł żadnej rewolucji, a różne niedoróbki (jak chociażby sterowanie w wersji PC) sprawiły, że tytułowi daleko od wybitności. Jest to więc pewien spadek formy Obsidianu.

Spojrzenie w przyszłość

Czy kolejne gry tego studia zmienią postrzeganie graczy? Czy Obsidian w końcu wzniesie się na wyżyny swoich umiejętności i powróci do czasów świetności, gdy tworzyli Tormenta, Fallouta czy Icewind Dale’a? Najbliższą premierą ich autorstwa będzie South Park: The Stick of Truth. I choć dla fanów animowanego serialu gra może się okazać znakomita, to jednak nikogo innego raczej nie przekona. Nieco bardziej spektakularnie zapowiada się Project Eternity, który bił rekordy zbierając pieniądze na Kickstarterze. Może powrót do izometrycznej kamery, ręcznie rysowanej grafiki i taktycznej walki sprawi, że Obsidian będzie w końcu zbierał wyłącznie pozytywne recenzje? Oby – nawet jeśli trafi tylko do fanów oldschoolowych cRPG

Globoos

  • Feallan

    Bardzo ciekawa strona. Promocje z masy różnych stron w jednym miejscu, czasami jakiś ciekawy tekst. Oby tak dalej!