X

«

»

konkurs “moja gra roku” – Painkiller HD (rbj)

 

Polacy potrafią zrobić coś dobrego dla świata rozrywki elektronicznej. Udowadniali to nie raz, nie dwa. Jak mawiała swego czasu – parafrazując Reja – jedna z moich znajomych: „Polacy nie gęsi i swoje, dobre gry mają.” Patrząc na Chrome’a, Wiedźmina czy Painkiller’a mogę z czystym sumieniem się z Nią zgodzić. Prawie dziewięć lat temu studio People Can Fly wydało na świat pierwszą, pamiętną grę z serii Painkiller, a niespełna rok później dodatek pod tytułem: Battle out of Hell. Moją grą roku jest remake Zabójcy Bólu i jego rozszerzenia.

Remake, który nie do końca jest remake’em. W pierwowzorze, nasza postać – Daniel Garner – ginie w wypadku samochodowym. By spotkać się z ukochaną przebija się przez hordy różnych kreatur. W Hell & Damnation, dowiadujemy się, że Daniel wciąż nie zobaczył swojej kobiety. Śmierć składa mu kuszącą propozycję: gdy zbierze siedem tysięcy dusz, spotka swoją żonę. Fabuła może i nie jest jakoś szczególnie wyszukana, ale nie o to w tej grze chodzi.

To nie jest gra dla ludzi szukających spokoju. Dzieje się dużo, nawet trochę więcej. Nie ma czasu na myślenie, trzeba się bronić przed rozwścieczonym tłumem, który coś ewidentnie zdenerwowało, a teraz mści się na pierwszej napotkanej osobie (czytaj: właśnie na Tobie).

Zróżnicowane kreatury i ciekawe, przeniesione z oryginałów, lokacje to duże atuty gry. Dochodzą do tego bronie, takie jak na przykład: kochana przez wszystkich kołkownica czy wirujące ostrze. Gra znakomicie sprawdza się w roli reduktora stresu. Tak więc, zamiast rozbić szybę wylatującym przez nią telewizorem, po przegranym meczu naszej reprezentacji, warto usiąść przed monitorem i wyżyć się na potworach w różnych odmianach.

Rahim, w utworze „Darkside” twierdził, że: „Każdy z nas ma ciemną stronę”. Garner wcale się z tym nie kryje i po zebraniu 66 dusz, po unicestwionych stworach, zmienia się w demona. Niewrażliwego, potężnego, używającego swojej mocy do dekomponowania ciał niemilców. Wszystko co dobre, szybko się kończy. Nie inaczej jest tutaj.

Nie sposób nie wspomnieć o bossach, którzy rozmiarami powalają na kolana. Są kilkukrotnie więksi od naszego eksterminatora zła, co wcale nie znaczy, że on się tym przejmuje. Odpowiednia taktyka i nawet największy chojrak padnie. Każdy ma swój słaby, czuły punkt, prawda?

W grze jest też co nieco dla kolekcjonerów – osiągnięcia. Jeśli nie wyobrażasz sobie odejścia od gry bez ukończenia ich na sto procent, możesz być pewien, że spędzisz w grze długie godziny. Mówiąc o osiągnięciach powinienem powiedzieć również o tarocie. Karty, tak jak w oryginale, pojawiają się również w odświeżonej wersji. Są ich dwa rodzaje: srebrne – działają jako stałe wzmocnienie oraz złote – korzystać z nich możemy gdy wymaga tego sytuacja (np.: nie radzimy sobie z ilością przeciwników) lub gdy po prostu stwierdzimy, że chcemy ich użyć i już. Karty należy uzyskać poprzez wypełnianie odpowiednich warunków na danym poziomie, co do najłatwiejszych rzeczy nie należy.

Painkiller ma swoje wady. Jako, że nie jestem wybredny, nie będę o nich pisać. Człowiek jest taką istotą, która prędzej czy później może przyzwyczaić się do wszystkiego. Na (nie)szczęście.

Dlaczego wybrałem właśnie tą grę, skoro w tym roku wyszło tyle innych, ciekawych, efektowniejszych gier? Kobieta (przepraszam dziewczyny, nie żywcie do mnie urazy) odpowiedziałaby: „Bo tak!” – i dyskusja zakończyłaby się jeszcze przed jej rozpoczęciem. Wybrałem Painkiller’a z oczywistego względu – jestem nowoczesnym patriotą. Dobre, bo polskie! A tak serio: lubię takie gry. Szybkie, dynamiczne, gdzie nie ma czasu na zastanawianie, bo trzeba działać. Chyba, że nie chcesz przeżyć. Ktoś może powiedzieć , że takie „atuty” posiada większość fps’ów, a może nawet każdy. Ten tytuł ma w sobie to coś. Nie potrafię do końca sprecyzować jak to wygląda, jak się to nazywa, ale za to „coś” go lubię. Może to ten świetny klimat? Gra pozwala się odstresować, zrelaksować – i właśnie o to chodzi. Painkiller czerpał inspiracje w Poważnym Samie, ale jak dla mnie, uczeń przerósł mistrza. Już 9 lat temu, a teraz wraca w odświeżonej wersji i przywraca świetność serii, z którą ostatnio nie działo się najlepiej.

rbj